Cisza w pustce

Z Grim Omen

Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
(→Castus)
 
Linia 18: Linia 18:
=== Zakończenie i skutki ===
=== Zakończenie i skutki ===
-
Na zlecenie [[Zerbe|Lorda Inkwizytora Zerbe]], po pokonaniu demona i zabiciu zdradzieckiej Inkwizytor, stacja została poddana dokładnemu oczyszczeniu oraz inspekcji, zmieniono procedury bezpieczeństwa, zainstalowano wiele dodatkowych heksagonalnych symboli strażniczych, a w końcu przemieszczono także i samą stację w inne, znane mniejszej ilości osób miejsce.
+
Na zlecenie [[Anton Zerbe|Lorda Inkwizytora Zerbe]], po pokonaniu demona i zabiciu zdradzieckiej Inkwizytor, stacja została poddana dokładnemu oczyszczeniu oraz inspekcji, zmieniono procedury bezpieczeństwa, zainstalowano wiele dodatkowych heksagonalnych symboli strażniczych, a w końcu przemieszczono także i samą stację w inne, znane mniejszej ilości osób miejsce.
== Raporty ==
== Raporty ==
Linia 73: Linia 73:
Kalta, nigdy nie stań się maszyną, nigdy.
Kalta, nigdy nie stań się maszyną, nigdy.
 +
=== Castus ===
 +
Tak więc Tetragon. Jak zwykle początkowo nic nie zapowiadało bagna, w jakie się wkopaliśmy. Powiedział bym wręcz, że z początku było nudnawo. Chociaż nie do końca… Ale może zacznę od początku.
 +
 +
Cel był prosty – udać się na opuszczoną stację i przeprowadzić standardowe działania konserwujące. Czy raczej – wydać odpowiednie polecenia Duchowi Maszyny zarządzającemu wszystkimi podzespołami i dopilnować żeby wszystko przebiegło sprawnie i bez komplikacji. Robota lekka, łatwa i nieciekawa. Bo cóż by mogło pójść nie tak?
 +
 +
Owszem, to pytanie czysto retoryczne…
 +
 +
Samego lotu dokładnie opisywać nie będę bo i nie ma to najmniejszego sensu. Do pewnego momentu podróżowaliśmy okrętem Inkwizycji a następnie zostaliśmy zapakowani na niewielką jednostkę i na autopilocie pokonaliśmy resztę trasy. Cholera, nie wiem za bardzo ile to trwało – nasi przełożeni zatroszczyli się aby żadne dane na temat położenia stacji nie wyszły na jaw. Nawet okna były zaspawane, aby uniemożliwić porównanie pozycji co ważniejszych gwiazd.
 +
 +
Już na miejscu zostaliśmy powitani przez cherubiny, które przez resztę czasu miały towarzyszyć nam jako przewodnicy. Po rozlokowaniu się w kajutach, udaliśmy się na spotkanie z Duchem Maszyny. Wtedy po raz pierwszy dała o sobie znać paranoja Kalty w stosunku do maszyn. Aha, czyli mieliśmy spędzić miesiąc, sami, na w pełni zautomatyzowanej platformie, w towarzystwie zabójczyni, która świruje jeśli zostawić ją sam na sam z serwitorem. Przyznasz chyba, że nie była to wizja specjalnie kusząca. Do tego okazało się, że Duch Maszyny, prawdopodobnie z tej całej samotności (a i cholera wie, co się tutaj wyrabiało wcześniej – w końcu Tetragon to tajna baza Inkwizycji) też się lekko odkleił od rzeczywistości.
 +
 +
Tak czy inaczej, czekało nas sporo roboty, zatem już następnego dnia od świtu zabraliśmy się do odprawiania koniecznych rytuałów. W ten sposób minęły jakieś dwa tygodnie. I przez cały ten czas trzeba było wysłuchiwać zrzędzenia Kalty – a to ktoś nas obserwuje, a to maszyny chcą nas pozabijać, a to, a tamto… Doprawdy, pod koniec byłem gotów wypchnąć ją przez śluzę, tym samym kończąc jej i nasze cierpienia. Nawet fakt, że po części miała rację i rzeczywiście stacja okazała się nie najprzyjemniejszym miejscem, niczego nie zmienia. To miały być wakacje, taka ich mać. Wakacje!
 +
 +
Ale wracając do tematu. Poza zbzikowanym i mocno niekomunikatywnym Duchem, Kalta narzekała na nieproszonych gości. Podobno kilka razy, kątem oka, widziała jakąś sylwetkę. Sam Duch, co ciekawe, nie potwierdzał tych informacji. Dopiero pod koniec drugiego tygodnia sprawa się, że tak powiem, rypła. Po krótkim pościgu korytarzami, w końcu udało nam się stanąć oko w oko z… Inkwizytor Elyssą D’Vor. A o czym wtedy nie wiedzieliśmy – już orzeczoną Excomunicate Traitoris.
 +
 +
Ta wyjaśniła, że przebywa na miejscu już od jakiegoś czasu, przygotowując się do starcia z czarnoksiężnikiem. Który to heretyk też jest na stacji. W towarzystwie przywołanego demona. Wspominałem już, że wkopaliśmy się w bagno? No więc właśnie.
 +
 +
Na szczęście ta kurwa Elyssa postanowiła trzymać nas z dala od swoich spraw, więc nie pozostało nam nic innego jak wrócić do swoich zajęć. Demon demonem, ale zostało nam powierzone odpowiedzialne zadanie. I tak to się toczyło – my pilnowaliśmy procedur, D’Vor udawała że tropi czarnoksiężnika a w rzeczywistości przejmowała kontrolę nad stacją, demon (bo on akurat był w tej opowieści całkiem prawdziwy) rósł w siłę, zaś Zabójca przyglądał się temu wszystkiemu i szykował do rozmowy z nami.
 +
 +
Że co? Że nic do tej pory nie mówiłem o Zabójcy? Ano może nie mówiłem. Tak czy siak, przyplątał się do nas któregoś wieczoru i po niezręcznej chwili poświęconej na celowanie do siebie nawzajem, zaczął tłumaczyć. Po pierwsze, ujawnił kim naprawdę jest nasza „znajoma” ex-Inkwizytor. Po drugie, poprosił o pomoc w usunięciu jej. Po trzecie – wywołał niezdrowe podniecenie u Kalty. A myślałem, że gorzej już być nie może.
 +
 +
Jakoś dzień czy dwa po tej rozmowie zaczęło dziać się źle. Wyflaczone serwitory, pogrążający się w obłędzie Duch stacji, ktoś dobrał się chyba do naszych rzeczy… I zablokowana śluza prowadząca na naszą jednostkę. Utknęliśmy w potrzasku i teraz jedynym sposobem powstrzymania tego szaleństwa była konfrontacja z D’Vor. Na szczęście był z nami Zabójca – jako jedyny, jak wtedy sądziliśmy, posiadający broń zdolną powstrzymać istotę z Immaterium.
 +
 +
Pułapkę przygotowaliśmy w jednej z ładowni. Skrzynie dawały jakąś ochronę i umożliwiały wymanewrowanie zdrajczyni. Cóż, o czym później się przekonaliśmy, plan zamknięcia się z nią w jednym pomieszczeniu nie był najszczęśliwszy. Suka miał jakieś pole siłowe, poza tym miała przy sobie niewielki arsenał. W zasadzie gdyby nie Zabójca, było by po nas w jakieś pół minuty. Na szczęście przyjął na siebie główny impet jej uderzenia, dając dziewczynom szansę na przeciążenie pola ochronnego. Wtedy zaatakował swymi mieczami energetycznymi i kilkoma ciosami rozsiekł ciało zdrajczyni. Cóż, to była ta łatwiejsza część – i rzeczywiście, wyszliśmy z tego prawie bez strat. Teraz pozostało jedynie zapolować na demona.
 +
 +
Ten na szczęście wcale nie miał zamiaru się przed nami ukrywać. Korytarze którymi szliśmy zaczęły zdradzać pierwsze objawy wystawienia na wpływ Immaterium. Pokrywały je lśniące, emanujące złą energią runy, gdzieniegdzie w stali wykwitały chorobliwe liszaje. Chyba najmocniej ze wszystkich czułem obecność Istoty Z Zewnątrz, więc mogłem posłużyć za przewodnika. W końcu trafiliśmy do sali…
 +
 +
Porozciągane na stołach, otwarte ciała jakichś nieszczęśników. Między nimi uwijający się szaleniec w zachlapanym juchą lekarskim kitlu, doskakujący co chwilę do któregoś i zadający mu potworny, sądząc z wrzasków, ból. Groza tego miejsca, przyznaję, zatrzymała nas w progu. Dało to czas temu… tej istocie… na dostrzeżenie nas i rozpoczęcie przemiany. Skóra i mięśnie zostały rozdarte przez rosnące cielsko, z czoła zaczęły kiełkować zaczątki powykręcanych rogów, wijący się niczym w konwulsjach ogon przewracał stoły i, chłoszcząc na lewo i prawo, rozcinał katowane ciała. W łapach abominacji pojawił się gorejący zielonkawym ogniem topór oraz utkany z tych samych płomieni bicz.
 +
 +
Nic nie mogło nas przygotować na taką potworność. Nawet teraz, po latach, na wspomnienie pierwszego jaki pamiętam kontaktu z Istotą Z Zewnątrz czuję lęk. Na szczęście wtedy, na Tetragonie, zwyciężyło w nas poczucie obowiązku.
 +
 +
Rzuciliśmy się na bestię, strzelając ze wszystkiego co mieliśmy pod ręką, siekąc i kłując. Ten stał przez chwilę nieruchomo, rozkoszując się nadchodząca rzezią, niewzruszony, ignorujący promienie lasera wypalające dziury w skórze i pociski wyrywające kawałki ciała. Po czym sam zaatakował. Pierwszy chyba padł Zabójca – stał najbliżej, uderzenie bicza odrzuciło go pod ścianę. Kalcie chwilę udawało się unikać ciosów bestii, ale i ona w końcu musiała ulec. Flavia, z pieśnią chwaląca Imperatora na ustach, rzuciła się na demona, ale jeden cios wystarczył aby padła bez zmysłów. Tyle dobrze, że zdążyła częściowo sparować uderzenie, które sięgnęło ramienia zamiast głowy.
 +
 +
Pamiętasz co mówiłem na początku tej opowieści? To właśnie wtedy poczułem napływające wspomnienia a wraz z nimi wiedzę i Moc. Moi towarzysze żyli jeszcze i wtedy żałowałem, że tak się stało. Broń, której chciałem użyć, jest ostatecznym rozwiązaniem – kiedy wszystko inne zawiedzie. Jest również jedynym znanym mi sposobem zabicia demona. Nie odesłania, jak to się dzieje w przypadku zniszczenia jego materialnej formy – a właśnie zabicia. Unicestwienia. Niestety tym samym skazywałem Kaltę, Flavię i Zabójcę na ten sam los.
 +
 +
Otwarłem całe swe ciało na Immaterium i, używając swej własnej duszy jako paliwa, podpaliłem rzeczywistość na równi ze Spacznią. Ostatnim co zapamiętałem zanim straciłem przytomność, było agonalne wycie anihilowanego demona.
 +
 +
Nie wiem ile czasu byłem nieprzytomny, nie dłużej jednak niż kilka minut. Obudził mnie swąd płonącej stali i krzyki towarzyszy. Leżałem w środku okręgu wypalonej stali, okryty dopalającymi się resztkami szat. Łaska Imperatora zaprawdę jest wielka, gdyż wszyscy jakimś cudem przeżyliśmy. Najgorzej było z Zabójcą, który własnym ciałem osłonił Kaltę, na szczęście posiadał zestaw zaawansowanych eliksirów leczących, które choć częściowo zregenerowały tkankę na jego plecach oraz płuca Kalty.
 +
 +
I to zasadniczo wszystko. Wysłaliśmy sygnał ratunkowy i po nieco ponad miesiącu zostaliśmy odebrani przez oddział szturmowy Inkwizycji, który przybył zbadać okoliczności całego zdarzenia. Po kolejnym miesiącu podróży dotarliśmy na Scintillę, gdzie czekały już na nas rozkazy od Inkwizytora Venrisa. Mieliśmy udać się na Iocanthos, gdzie pojawiły się jakieś problemy w nowo wznoszonej katedrze.
 +
 +
Wtedy też mieliśmy okazję po raz pierwszy zetknąć się z istotą, którą znamy jako Pradawny z Cieni.
=== Silnik logiczny "Macros Edicus Theta" ===
=== Silnik logiczny "Macros Edicus Theta" ===

Aktualna wersja na dzień 13:21, 23 gru 2011

Osobiste
Przestrzenie nazw
Warianty
Działania
Nawigacja
Narzędzia