Bal Czarnej Gwiazdy
Z Grim Omen
m (formatowanie) |
(→Castus) |
||
| Linia 10: | Linia 10: | ||
}} | }} | ||
| - | Wydarzenia dziejące się w ramach przygody "Bal Czarnej Gwiazdy" ( | + | Wydarzenia dziejące się w ramach przygody "Bal Czarnej Gwiazdy" (3 sesje) |
== Podsumowanie == | == Podsumowanie == | ||
| + | |||
| + | === Preludium === | ||
| + | |||
| + | Akolici zostali wysłani, by wspomóc mały oddział gwardii w badaniu i walce z mutantami w głębinach kopalni Gorgonid. | ||
=== Rozpoczęcie === | === Rozpoczęcie === | ||
| Linia 67: | Linia 71: | ||
<br/><br/> | <br/><br/> | ||
''Nutka wesołości?'' | ''Nutka wesołości?'' | ||
| - | </ | + | </p> |
=== Castus === | === Castus === | ||
| Linia 87: | Linia 91: | ||
Niecodzienne okoliczności wymagają niecodziennych środków. Korzystając z chwili wytchnienia wysłałem swe myśli w głąb korytarzy w poszukiwaniu kolejnych zagrożeń. Niestety, poza jedną istotą znajdującą się o kilka metrów od nas, nie byłem w stanie niczego wyczuć. Czy to skała, czy może symbole – coś blokowało moje zdolności. Ach, istota… Okazało się, że był to jeden z buntowników. Jakimś cudem ocalał z potyczki z Gwardzistami a następnie orgii obżarstwa jaką sobie urządziły mutanty, dzięki czemu dowiedzieliśmy się co tutaj zaszło. Tak jak podejrzewaliśmy, ucieczka w tunele była jedynie manewrem mającym na celu sprowokowanie pościgu. Część górników należała do tajnego stowarzyszenia zwanego Bractwem Zagłady i to oni byli prowodyrami buntu – reszta nie miała innego wyjścia niż przyłączenie się i nadzieja na szybką śmierć. Faktycznie, chyba wszystko było lepsze niż nędzna wegetacja na którą byli tu skazani. W każdym razie, ci z Bractwa zaczęli się zmieniać. W końcu przeistoczyli się w istoty, które nas zaatakowały. Tym co ich odróżniało od zwykłych górników był tatuaż na karku… Informacja z której znaczenia nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy. | Niecodzienne okoliczności wymagają niecodziennych środków. Korzystając z chwili wytchnienia wysłałem swe myśli w głąb korytarzy w poszukiwaniu kolejnych zagrożeń. Niestety, poza jedną istotą znajdującą się o kilka metrów od nas, nie byłem w stanie niczego wyczuć. Czy to skała, czy może symbole – coś blokowało moje zdolności. Ach, istota… Okazało się, że był to jeden z buntowników. Jakimś cudem ocalał z potyczki z Gwardzistami a następnie orgii obżarstwa jaką sobie urządziły mutanty, dzięki czemu dowiedzieliśmy się co tutaj zaszło. Tak jak podejrzewaliśmy, ucieczka w tunele była jedynie manewrem mającym na celu sprowokowanie pościgu. Część górników należała do tajnego stowarzyszenia zwanego Bractwem Zagłady i to oni byli prowodyrami buntu – reszta nie miała innego wyjścia niż przyłączenie się i nadzieja na szybką śmierć. Faktycznie, chyba wszystko było lepsze niż nędzna wegetacja na którą byli tu skazani. W każdym razie, ci z Bractwa zaczęli się zmieniać. W końcu przeistoczyli się w istoty, które nas zaatakowały. Tym co ich odróżniało od zwykłych górników był tatuaż na karku… Informacja z której znaczenia nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy. | ||
<br/><br/> | <br/><br/> | ||
| - | Nie wiem jak innym, ale mi z każdym kolejnym krokiem coraz mocniej zbierało się na wymioty. Całe te korytarze przesiąknięte były aurą jednej z Niszczycielskich Potęg, w dodatku cały czas zbliżaliśmy się do epicentrum. Jeszcze dwa razy przyszło nam się zmierzyć z mutantami. Nikt nie zauważył kiedy odłączył się od nas Jurg, oby jego dusza cierpiała wieczne męki. Kolejni Gwardziści padli. Pamiętam młoda dziewczynę z Dzikiego Świata, która nie mogąc dalej iść postanowiła zatrzymać krążące wokół nas plugastwo. I jeszcze dzieciaka, dla którego była to pierwsza misja. W pewnym momencie po prostu padł na ziemię i zaczął się przeistaczać. Raynolds skrócił jego męki. | + | Nie wiem jak innym, ale mi z każdym kolejnym krokiem coraz mocniej zbierało się na wymioty. Całe te korytarze przesiąknięte były aurą jednej z Niszczycielskich Potęg, w dodatku cały czas zbliżaliśmy się do epicentrum. Jeszcze dwa razy przyszło nam się zmierzyć z mutantami. Nikt nie zauważył kiedy odłączył się od nas Jurg, oby jego dusza cierpiała wieczne męki. Kolejni Gwardziści padli. Pamiętam młoda dziewczynę z Dzikiego Świata, która nie mogąc dalej iść postanowiła zatrzymać krążące wokół nas plugastwo. I jeszcze dzieciaka, dla którego była to pierwsza misja. W pewnym momencie po prostu padł na ziemię i zaczął się przeistaczać. Raynolds skrócił jego męki. Wtedy stanęliśmy u celu. |
<br/><br/> | <br/><br/> | ||
| - | Pierwsza była znajoma fioletowo – zgniłozielona poświata bijąca zza załomu. Mrowienie na opuszkach palców i ten posmak na języku, który tak dobrze znamy. | + | Pierwsza była znajoma fioletowo – zgniłozielona poświata bijąca zza załomu. Mrowienie na opuszkach palców i ten posmak na języku, który tak dobrze znamy. Pierwsze elementy układanki wskoczyły na swoje miejsca – ktoś umieścił w tych korytarzach skrystalizowany fragment czystego Chaosu. To stąd brały początek mutacje górników i Gwardzistów. Trzeba było zniszczyć to miejsce – jak najszybciej! Każda chwila spędzona w pobliżu tego czegoś groziła straszliwymi konsekwencjami! I wtedy zobaczyliśmy jego… Jurg unosił się tam, teraz w swej prawdziwej formie. Wykrzywiony w parodii uśmiechu, z robactwem wijącym się wokół rąk. To on stał za wszystkim co się wydarzyło w tych tunelach. Aura fragmentu Spaczni nie dość że wzmacniała jego moc, to jeszcze doskonale maskowała samą jego obecność. Na szczęście sierżant i Kalta zareagowali odruchowo – dwie wiązki granatów poszybowały łukiem w stronę czarnoksiężnika. Ledwie wpadliśmy w główny korytarz, całym systemem tuneli zatrzęsły eksplozje. To było jak głęboki oddech po długim nurkowaniu. Do tego momentu nie zdawałem sobie sprawy jak głęboko oddziaływał na nas ten kawałek Spaczni. Tak jakbym, w momencie kiedy zniknęła obecność Chaosu, nagle odzyskał dostęp do swych zmysłów. Zdążyłem jeszcze wyczuć niedalekie zawirowanie na powierzchni Immaterium – Jurg zdołał teleportować się w bezpieczne miejsce. |
<br/><br/> | <br/><br/> | ||
''I to w zasadzie był koniec – przynajmniej w Gorgonid. Bo, o czym opowiem ci niebawem, efekty mojej litości sprowadziły na tę planetę prawdziwe piekło.'' | ''I to w zasadzie był koniec – przynajmniej w Gorgonid. Bo, o czym opowiem ci niebawem, efekty mojej litości sprowadziły na tę planetę prawdziwe piekło.'' | ||
| + | </p> | ||
| + | |||
| + | ==== Fathomsound - śledztwo we Floatsome ==== | ||
| + | |||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 30pt;width: 90%;"> | ||
| + | Ledwie wróciliśmy na powierzchnię, okazało się że nadeszły nowe rozkazy. Mieliśmy udać się na drugą półkulę planety, do miasta Floatsom znajdującego się ponad kopalnią Fathomsound. Naszym kontaktem a zarazem gospodarzem był lokalny szlachetka i właściciel sporej części miasta, baron Icrymos – jakoby długoletni współpracownik Inkwizycji i dobry znajomy Venrisa. Celem była infiltracja pałacu barona Lavhara XIV i zdobycie dowodów na jego współpracę z AM-13 (tak jest, tym samym którego plany pokrzyżowaliśmy na Iocanthos). Dodatkowo, gościem Lavhara miał być niejaki wicehrabia Anatol Machenko (kolejne znane nazwisko, nieprawdaż?) na którego cześć baron postanowił wyprawić bal – oto była nasza okazja na wejście do pałacu.<br/><br/> | ||
| + | Szczęśliwie, baron Icrymos przysłał po nas swój pojazd, oszczędzając nam długiej i nieprzyjemnej podróży. W ogóle okazał się miłym, starszym mężczyzną o nienagannych manierach i całkiem przyzwoitym guście.<br/><br/> | ||
| + | Nie wiem jak wygląda Fathomsound w chwili kiedy odbieram ten przekaz, ale krótko po naszej wizycie była to tylko wypalona dziura (o czym za chwilę), więc przyda się może krótki opis tego miejsca. Kopalnia znajdowała się wewnątrz olbrzymiej odkrywki, z chodnikami kutymi w jej ścianach. Jako że dno zalane było wodą, górnicy mieszkali na tratwach połączonych w dzielnice – każda należąca do innego współwłaściciela. Pałace szlachty natomiast zwieszały się nad tym wszystkim, umocowane do ścian krateru olbrzymimi łańcuchami, umożliwiając dostęp do nich jedynie z powietrza.<br/><br/> | ||
| + | Do przyjęcia pozostawało wciąż kilka dni, więc mieliśmy czas aby na spokojnie przygotować cały plan. Po pierwsze – plany pałacu. Szczęściem, baron Icrymos miał tam pewną liczbę zaufanych ludzi, więc udało nam się zdobyć wgląd do ogólnego rozkładu korytarzy i ustalić potencjalne cele. Kolej na rzecz – odpowiednie stroje. To okazało się trudniejsze niż myślałem… Flavia, jako Siostra, mogła z czystym sumieniem iść w swoim ciężkim pancerzu. Ja z nieukrywaną przyjemnością zamieniłem zgrzebne szaty na dublet i obcisłe spodnie – i z kolejnego przebłysku przeszłości którego doświadczyłem, wiem że dawniej w ten właśnie sposób lubiłem się nosić. Mama nadzieję, że kolejne czyszczenie pamięci nie zabiło we mnie tego wyrafinowanego smaku i wyczucia jeśli idzie o modę. Tu pojawił się pierwszy (acz jeden z naprawdę wielu) problem z Kaltą, która kategorycznie odmówiła współpracy. Nie założy sukni. Nie da sobie ułożyć włosów. Gadaj tu z taką… Na szczęście udało się wytłumaczyć jej, że od tej pieprzonej sukni i fryzury zależy bez mała los połowy galaktyki i ostatecznie nakłonić do przebrania. Swoją drogą chciałbym kiedyś porozmawiać z jej tutorami i dowiedzieć czemu nie wpojono Zabójcy takich podstaw jak chociażby konieczność przebrania podczas niektórych misji. Czas płynął, a przecież nasze stroje należało jeszcze przerobić tak, aby ukryć w nich najważniejsze elementy ekwipunku. Trzecia sprawa – opracowanie planu działania. Jako że ja i Flavia jesteśmy zbyt charakterystyczni, to na Kalcie musiał spocząć ciężar zdobycia potrzebnych dowodów, my zaś mieliśmy zapewnić jej ewentualne wsparcie i odwrócić uwagę ochrony. Jak się okazało wszystko i tak wzięło w łeb, ale o tym później.<br/><br/> | ||
| + | Wtedy, na trzy dni przed balem, dotarły do nas pierwsze niepokojące wieści. W mieście doszło do kilku dziwnie wyglądających morderstw. Ofiary, całe rodziny, ginęły w swoich domach. Na ciałach kilkorga, w okolicach płuc, znać było dziwne ślady, jakby po ugryzieniu olbrzymiej pijawki. Szybko wydedukowaliśmy, że to właśnie oni byli celami ataku, reszta zginęła niejako przy okazji. Dodatkowo, wszyscy ugryzieni mieli wycięte niewielkie kawałki skóry na karkach. Ponadto, wśród i tak przerażonych górników, rozniosła się pogłoska o potworze żyjącym w głębinach jeziora – olbrzymiej ośmiornicy potrafiącej za jednym zamachem zgnieść cały dom. Baron Icrymos potwierdził istnienie kiedyś takiej bestii, jednak według jego słów została ona ubita parę lat wcześniej. Postanowiliśmy zejść na tratwowisko i zbadać sprawę u, że tak powiem, źródła.<br/><br/> | ||
| + | Ach, no i Czarna Gwiazda… Cykliczny fenomen zsyłający na mieszkańców planety niepokojące wizje, prowadzący do rozruchów i lokalnych rewolt. Dziwnym trafem jego pojawienie zbiegało się z datą balu. Widzenia które zaczęły nas nawiedzać nie wróżyły nic dobrego dla planety…<br/><br/> | ||
| + | Niestety, zgodnie z naszymi obawami, śledztwo szło bardzo topornie. Nikt nic nie widział, nikt nie słyszał niczego niepokojącego… Pomógł nam przypadek. Akurat, wraz z oddziałem milicji, przeszukiwaliśmy miejsce jednej ze zbrodni, kiedy dotarła do nas pogłoska o kolejnym ataku. Ruszyliśmy szybko, licząc na znalezienie świeżych śladów. Cóż… udało się. Powiedzmy. Ciała było jeszcze ciepłe i najwyraźniej wystraszyliśmy mordercę zanim dokończył dzieła. Pobieżne badanie potwierdziło nasze najgorsze obawy – kark jednej z ofiar przyozdabiał tatuaż Bractwa Zagłady. Postanowiliśmy zabrać zwłoki heretyka do pałacu i tam przeprowadzić dalsze badania.<br/><br/> | ||
| + | Wtedy zostaliśmy zaatakowani. Nie wiem czego użyto przeciw potworowi ostatnim razem, ale najwyraźniej było tego za mało. Same macki miały dobre kilkadziesiąt metrów długości. Pokryte śluzem i ropiejącymi krostami, zakończone stalowymi hakami… Ewidentnie ktoś przy bestii majstrował, i to przy użyciu bluźnierczych mocy. Nie bez strat, udało nam się odpędzić abominację i dotrzeć do pałacu.<br/><br/> | ||
| + | Sekcja zwłok heretyka dała nam, jak łatwo się domyślić, kilka odpowiedzi i jeszcze więcej pytań. W jego płucach odkryłem cysty wypełnione zarodnikami delikatnie emanującymi mocą Chaosu. Wyglądało to tak, jakby członkowie Bractwa Zagłady byli jedynie nosicielami, formą przejściową dla pasożyta. Ewidentnie maczał w tym palce czarnoksiężnik Jurg.<br/><br/> | ||
| + | Mając co prawda jedynie poszlaki, ale za to dosyć mocne, zdecydowałem iż należy ostrzec pałac gubernatorski oraz skontaktować się z Venrisem. Ha, plan może i był niezły, tyle że wykonanie okazało się nieco skomplikowane. Przede wszystkim, gubernator planety królowa Lachryma któraś tam, nie znalazła dla mnie czasu. Jedyne co udało się uzyskać to spotkanie z nadwornym Astropatą. Wysłuchał rewelacji, pokiwał głową, po czym oświadczył że Czarna Gwiazda i tak blokuje wszelki kontakt z innymi układami – również skoki statków. Byliśmy zdani jedynie na siebie. Szczęśliwie, udało nam się skontaktować z jednym z Wolnych Kupców, Ciaphasem Gavinem, którego jednostka szczęśliwie wisiała na orbicie. Jej artyleria miała być naszą jedyną szansą na powstrzymanie Rebelii, gdybyśmy zawiedli – do czasu przybycia posiłków.<br/><br/> | ||
| + | Nie pozostało nam zatem nic innego, niż udać się na bal i liczyć, że uda się zdobyć dowody zdrady barona Lavhara, ślady jego powiązań z AM-13 i Domem Machenko oraz udaremnić plan Jurga. Cholernie dużo roboty jak na trzy osoby. Nic dziwnego, że zawiedliśmy. Ale o tym opowiem następnym razem.</p> | ||
| + | |||
| + | ==== Bal Czarnej Gwiazdy ==== | ||
| + | |||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 30pt;width: 90%;"> | ||
| + | ''Uważaj na Palatyn Rhiannon. Jeśli do tej pory jej nie unieszkodliwiłem, może być niebezpieczna. Poza tym, ona chyba wie coś o naszej przeszłości… Ale do tego tematu jeszcze wrócimy – teraz czas na bal.''</p> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 30pt;width: 90%;"> | ||
| + | Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek na jakimś był, ale coś mi mówi, że kiedyś takie imprezy nie były mi obce i nawet je lubiłem. Ba, nadal je lubię jak się okazało. Blichtr, szyk, wyższe sfery… to jednak przemawia do tych niskich popędów, którym jednak raz na jakiś czas przyjemnie się oddać. Pierwsze dwie godziny spędziłem chłonąc otaczające mnie emocje – takie odświeżająco prymitywne. I pilnując dziewczyn, żeby nie popełniły żadnego głupstwa. Może i nieźle sobie radzą z zabijaniem, ale w sytuacjach wymagających finezji są bezbronne jak dzieci.<br/><br/> | ||
| + | Niestety wszystko co proste, szybko się komplikuje. Czekało nas zadanie do wykonania, zaś mój wewnętrzny głos (mam nadzieję, że kolejne dostosowanie pamięci nie zabiło u mnie tej wybitnej intuicji, była by to doprawdy niepowetowana strata) dosłownie wył z przerażenia. Cholera, gdybym wtedy się domyślał jak fatalnie wszystko się potoczy… Tak czy inaczej, udało nam się zidentyfikować barona Lavhara XIV oraz jego gościa honorowego – wicehrabiego Anatolia Machenko. Towarzyszył im ochroniarz w Pancerzu Wspomaganym, co mogło nieco pokrzyżować nam szyki…<br/><br/> | ||
| + | Kalta, zgodnie z planem, udała się do toalety w celu przygotowania ekwipunku. Wracając na salę dała nam znak – mogliśmy zacząć dywersję.<br/><br/> | ||
| + | I wtedy, w momencie kiedy orkiestra rozpoczęła całkiem niezłe wykonanie preludia do „Ave Imperia”, dokładnie wszystko się posypało. Słońce, stojące właśnie nad pałacem, przykrył czarny cień. Sufit pałacu rozsunął się, aby umożliwić zebranym wygodniejszą obserwację fenomenu Czarnej Gwiazdy. A z dachu, prosto pod stopy zgromadzonych gości, spadło ciało jakiegoś nieszczęśnika. Muszę przyznać, że o takim odwróceniu uwagi nigdy byśmy nie pomyśleli… Zwłaszcza że po kilku chwilach ciszy przetkanej szelestem kreacji mdlejących dam, zwłoki poruszyły się. I wstały.<br/><br/> | ||
| + | Nim zdążyliśmy ochłonąć, uwagę naszą zwrócił dysonans na podwyższeniu dla orkiestry – to na dany przez dyrygenta znak wydobyli oni z zakamarków ubrań niewielkie sztylety i, z twarzami pozbawionymi emocji, podcięli sobie tętnice szyjne. Po czym, po chwili, również powstali. Szlag…<br/><br/> | ||
| + | Tego, co się rozpoczęło, niestety nie potrafię opisać. Pamiętam jedynie dziką ucieczkę w głąb pałacu, dziewczyny zabijające kolejnych nieumartych, barona Icrymosa w najwyższym stadium paniki… Do teraz nie mam pojęcia jak udało się nam wydostać go żywcem z tego piekła. Zwłaszcza, że wciąż mieliśmy zadanie do wykonania. Eliminując kolejne wynaturzenia, powoli ruszyliśmy do podziemi. Tyle dobrze, że nikomu nie chciało się nas powstrzymywać – wyglądało to tak, jakby każdy zabity przez zombi po kilku chwilach powstawał, zwiększając ich liczebność i potęgując chaos.<br/><br/> | ||
| + | Przyznaję, kilka razy mogliśmy wspomóc walczących. Nie zrobiliśmy tego. Ryzyko infekcji było zbyt wielkie, poza tym – nie była to nasza sprawa, oni nie byli w żaden sposób związani z misją. Ostatecznie, dotarliśmy do położonych na najniższych poziomach magazynów. Z informacji zebranych przez szpiegów Icrymosa wnioskowaliśmy, że to tutaj mogą się znajdować interesujące nas materiały. Okazało się, że walki jeszcze w to miejsce nie dotarły, przez co na drodze stanęło nam kilku ciężko przerażonych i, niestety, dobrze uzbrojonych żołdaków. Szczęśliwie udało się przekonać ich, że wykonywanie naszych rozkazów będzie dla nich zdrowsze niż lojalność wobec Lavhara. Po upewnieniu się, że nic nie wejdzie nam na plecy – już tylko we trójkę – weszliśmy do laboratoriów…<br/><br/> | ||
| + | Niestety, potwierdziły się moje najgorsze obawy. Ten idiota zdobył skądś osiem komór z Tyranidami! Nie mam pojęcia co zaoferował Domowi Bestii, ale musiało być tego sporo. Pytanie tylko – po co to wszystko? Rzuciliśmy się w poszukiwaniu jakichkolwiek cennych dla Inkwizycji informacji. To był błąd – teraz to wiem. Żadne z nas nie przewidziało zabezpieczeń w tym miejscu. Nieostrożnie, głupio – staliśmy się ostatnim elementem układanki.<br/><br/> | ||
| + | Światła kontrolne na komorach zmieniły kolor. Z sykiem, jedna po drugiej, rozpoczęły proces wybudzania. Trzeba było reagować. Rozbić je, próbować zablokować, cokolwiek… A my po prostu staliśmy, patrząc jak siedem z nich wsuwa się do łuz i zostaje wystrzelone w kierunku tratwowiska. Ósma komora otwarła się w laboratorium.<br/><br/> | ||
| + | Zginęlibyśmy, to pewne. Zginęlibyśmy, gdyby nie pomoc, która nadeszła z najmniej oczekiwanej strony. Tyranid rzucał nami w najlepsze po całym pomieszczeniu, kiedy rozsunęły się drzwi windy po drugiej stronie kompleksu i stanęła w nich olbrzymia istota, ledwo widoczna przez dym z płonących maszyn zniszczonych podczas walki. Zawsze, zawsze pamiętaj żeby trzymać się po właściwej stronie karabinu boltowego. W fontannie flaków i płynów ustrojowych istota została dosłownie rozerwana przez ciężkie pociski...<br/><br/> | ||
| + | Naszym wybawcą okazał się nie kto inny a Vladimir – ochroniarz wicehrabiego Machenko. Prawdopodobnie zjechali tu, aby zniszczyć dowody wskazujące na współpracę z Domem Bestii, chociaż nie mam niczego, co potwierdzało by moje domysły – wszystkie odzyskane dane przekazaliśmy Ordo Xenos zaraz po ewakuacji.<br/><br/> | ||
| + | Wracając jednak do opowieści – sytuacja, mimo nieoczekiwanego wsparcia, nadal była nieciekawa. Co prawda część drogi powrotnej udało się pokonać windą, ale od połowy wysokości pałacu pozostało nam żmudne przerąbywanie sobie trasy przez hordy żywych trupów. Przy okazji uratowaliśmy jeszcze kilku żołdaków, którzy przyłączyli się do naszej grupy. Nagle, zupełnie przypadkiem, wpadliśmy na inny zorganizowany oddział – prowadzony przez Kapitana Ciaphasa Gavhina – tego samego o którego pomoc tak zabiegaliśmy dzień wcześniej. Muszę przyznać, że tak jak nas przez przypadek uratował Machenko, tak teraz to my staliśmy się niespodziewaną odsieczą. Spóźnioną, niestety. Co prawda udało się pozabijać plugastwo zanim dobrało się do Nawigatora Iona Belissariusa oraz Lydii – córki Kapitana, ale abominacje zdążyły dotkliwie pokąsać samego Ciaphasa. Jeśli spotkasz go kiedykolwiek a będziesz w wielkiej potrzebie – powołaj się na tamte wydarzenia. Gdyby nie moje opanowanie i zdolność kalkulowania ryzyka, zmarłby tam niechybnie aby powstać jako bezmyślny sługa Mrocznych Potęg. Co prawda amputacja ręki przeprowadzona w samym środku walki za pomocą miecza łańcuchowego jest czystym szaleństwem, ale nie miałem nic do stracenia… A i Imperator, niechaj Jego imię będzie chwalone po wsze czasy, nie miał najwyraźniej nic ważniejszego do roboty i postanowił wspomóc Swego uniżonego sługę w misji niesienia dobra i odejmowania kończyn.<br/><br/> | ||
| + | Ostatecznie dotarliśmy do tego co pozostało z sali balowej. Tam, siedzącego bezmyślnie przy jednym ze stołów zastaliśmy barona Lavhara. Niestety zginął zanim zdążyliśmy zdobyć jakiekolwiek istotne informacje. Trafiliśmy również na baronessę Katję XIX, która jakimś cudem przeżyła pogrom. Suka. Choć podejrzewam, że kiedy to słyszysz, od dawna smaży się w Otchłani. Okazała się zdrajcą, jednym ze spiskowców Domu Bestii. Na szczęście wpadła w ręce Ordo Xenos, chociaż zanim to nastąpiło zdążyła zabić wszystkich towarzyszących nam żołnierzy.<br/><br/> | ||
| + | Przedtem jednak czekała nas jeszcze jedna konfrontacja. Na dachu pałacu, odcinając nas od lądowiska – czekał Jurg. Jeszcze bardziej nieludzki, pyszniący swym zwycięstwem… Wszystko poszło po jego myśli – Kult Zniszczenia szerzył się na całej planecie, większość Domów szlacheckich została wybita, pałac Królowej był oblegany, nawet Tyranidzi wpisywali się w jego plan zaprowadzenia totalnego chaosu. Śmiał się, miotając w nas wiązki mrocznej energii. Śmiał, kiedy jego ciałem wstrząsały drgawki towarzyszące kolejnym mutacjom. Śmiał, kiedy kolejne pociski boltowe eksplodowały zamieniając go w leżący bezwładnie ochłap. Gdybym wiedział wtedy to co teraz i dysponował obecną mocą, nie pozwolił bym mu tak łatwo zginąć – nie po tym co zrobił. Świadomość że w chwili śmierci jego dusza została pożarta przez demony jest słabym pocieszeniem.<br/><br/> | ||
| + | Ewakuowaliśmy się stamtąd jak najszybciej na pokład Ponurego Omenu – okrętu dowodzonego przez Gavhina. Machenko odleciał na swoją jednostkę i z tego co wiem, opuścił system jak tylko stało się to możliwe. Tydzień później nadleciała flota Gwardii aby ratować to co pozostało z umierającej planety. My zaś, pod silną eskortą, zostaliśmy odesłani na Scintillę w celu złożenia obszernych wyjaśnień inkwizytorom z Ordo Xenos oraz Ordo Malleus. Tam też nastąpiliśmy na kilka odcisków sekcie Logików – ale to już temat na kolejną opowieść. | ||
</p> | </p> | ||