Zagubiony Ładunek
Z Grim Omen
(→Dzienniki Flavii) |
|||
| Linia 1: | Linia 1: | ||
[[Kategoria:Przygoda]] | [[Kategoria:Przygoda]] | ||
{{Wydarzenie Infobox | {{Wydarzenie Infobox | ||
| - | |name= | + | |name=Zagubiony Ładunek |
| - | |date= | + | |date=4 stycznia 42019 - 26 stycznia 42019 |
| - | |imperialdate= | + | |imperialdate=4009019.M42 - 4069019.M42 |
|planet=Iocanthos | |planet=Iocanthos | ||
|place=Port Suffering / Złe ziemie | |place=Port Suffering / Złe ziemie | ||
| Linia 27: | Linia 27: | ||
Ale to przypomnę nam jutro. | Ale to przypomnę nam jutro. | ||
| + | |||
| + | == Dzienniki Flavii == | ||
| + | '''''Dzienniki Siostry Flavii Nihilli, wydanie II poprawione.'''''<br/> | ||
| + | '''''Zredagowane i opatrzone komentarzem pióra Siostry Glorii Neves''''' | ||
| + | |||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 30pt;width: 90%;"> | ||
| + | ''Nazwa "Dziennik" może być myląca dla kogoś, kto po raz pierwszy ma styczność z tym tekstem. Wiadomym jest, że Siostra Flavia nie gromadziła swoich przemyśleń i zapisków w jednym tomie – często były to nie opatrzone datami fiszki bądź komentarze na marginesie należących do niej ksiąg. Stąd też długie prace nad zebraniem notatek i uporządkowaniem w kolejności chronologicznej.<br/> | ||
| + | '''--G.N.''''' | ||
| + | </p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | |||
| + | <p align="center" style="width: 90%;font-style:italic;"> | ||
| + | Miłuj Imperatora<br/> | ||
| + | Gdyż On jest zbawieniem ludzkości<br/> | ||
| + | Bądź posłuszny Jego słowom -<br/> | ||
| + | On poprowadzi Cię ku świetlanej przyszłości<br/> | ||
| + | Bacz na Jego wiedzę -<br/> | ||
| + | On ocali Cię od złego<br/> | ||
| + | Poświęć się modlitwom do Niego -<br/> | ||
| + | One ocalą Twą duszę<br/> | ||
| + | Czcij Jego sługi -<br/> | ||
| + | Przemawiają Jego głosem<br/> | ||
| + | Drżyj przed Jego majestatem<br/> | ||
| + | Gdyż wszyscy kroczymy w Jego nieśmiertelnym cieniu<br/> | ||
| + | </p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | <u>Iocanthos, Port Suffering – Siedziba Administratum, 4009019.M42</u> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 20pt;width: 90%;"> | ||
| + | Jest tu całkiem miło, choć może nie do końca tego się spodziewałam. Adept Smyk ze swoją uciążliwą chęcią pomocy przypomina mi niektóre nowicjuszki... Z tym, że te dziewczyny mają po 17 lat, a on dobiega 60. Szczęśliwie udało nam pozamykać się w przydzielonych pokojach i pokrótce omówić plan działania na jutro. Ale, ale – może po kolei.<br/><br/> | ||
| + | Wszystko zaczęło się, gdy wczoraj zostałam wezwana przed oblicze Palatyn Rhiannon. Po szybkim rachunku sumienia (a nie przypominałam sobie, bym coś przeskrobała) stawiłam się – tylko po to, by dowiedzieć się o nowym przydziale. Nareszcie! Po latach spędzonych w Opactwie Świtu (Kanonik Goneril, bardzo niechętnie szafowała przepustkami... zwłaszcza względem młodszych Sióstr) w końcu miałam okazję zobaczyć coś więcej, niż tylko górzysty krajobraz przechodzący w step – typowy widok z klasztornych okien. Moim zadaniem okazało się zapewnienie wsparcia wysłannikowi Jego Ekscelencji Inkwizytora Zarkova Venrisa podczas wypełniania misji na Iocanthos. Wspaniały początek roku, mam nadzieję że sprawię się jak należy.<br/><br/> | ||
| + | Nie wszystko zawsze układa się tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Podczas lotu do Port Suffering okazało się, że stepy to miejscowa specjalność. I piasek, mnóstwo drobnego piasku, pokrywającego każdą możliwą powierzchnię warstwą żółtawego kurzu. Samo miasto również nie imponuje. Owszem, otoczone jest dwudziestometrowym adamantowym murem (i tak mniej okazałym niż ten w Opactwie – i dużo uboższym w uzbrojenie), jednak resztę stanowi niska zabudowa i wąskie, zatłoczone uliczki otaczające lądowisko. [Na początku roku 019.M42 na Iocanthos znajdował się tylko jeden port kosmiczny – G.N.] Powietrze jest rozgrzane, o dziwnie żelazistym posmaku. Nawet rzadkie powiewy wiatru zamiast orzeźwienia ciskają w twarz drobne ziarna piasku.<br/><br/> | ||
| + | Udało mi się znaleźć ludzi, z którymi mam pracować. Nie było to trudne, jako że zdecydowanie wyróżniali się spośród miejscowych pracowników portu. Było ich dwoje – niepozorna, odziana w czerń kobieta [Zob. Kalta Nieustraszona, Enc.Imperialis T.XXVI – G.N.] i mężczyzna w szkarłatnym płaszczu [Zob. Wieczny Wędrowiec, Ibidem – G.N.]. Dziwne, niepokojące wrażenie towarzyszące mi od jakiegoś momentu jeszcze się nasiliło, a gdy mężczyzna odwrócił się, ukazując twarz pokrytą strażniczymi znakami, wszystko stało się jasne. Z trudem stłumiłam chęć sięgnięcia po broń – sankcjonowany, czy nie – na Tron Terry – przydzielono mnie do współpracy z psykerem!<br/> | ||
| + | Mam nadzieję, że z łaską Imperatora szybko zakończymy misję i już nigdy się nie spotkamy.<br/><br/> | ||
| + | Samo zadanie polega na odnalezieniu kilku skrzyń, skradzionych... skądś. Komuś. Przez kogoś. Tajne przez poufne, tyle wiedziała Kalta, Zabójczyni wysłana tu z ramienia Mechanicus. Ten psyker, Castus, nie był w stanie powiedzieć wiele więcej – otrzymał polecenie od Jego Ekscelencji, by wspomóc Kaltę. No cóż, rozkazy to rozkazy. Nie widzę powodów dociekania przyczyn dla których zostały wydane, ważne by je wykonać. Zdecydowaliśmy się zacząć od spotkania z Adept-Interlokutor Sabethą Kosloff. Szczęśliwie rozeta Świętego Ordo, którą (niemal dosłownie) pomachał Castus pozwoliła nam umówić się z nią już jutro, zamiast przebijać się drogą biurokratyczną. Może to nam pozwoli uzyskać jakiekolwiek wskazówki.<br/><br/> | ||
| + | </p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | <u>4012019.M42</u> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 20pt;width: 90%;"> | ||
| + | Mamy ślad. Castus wydaje się być tym nieco zaskoczony, zupełnie jakby sam nie wierzył w to, że cokolwiek mogłoby nam się tu udać (ot, człowiek małej wiary – odnoszę wrażenie, że jestem tu przede wszystkim po to, by mieć go na oku).<br/><br/> | ||
| + | Spotkanie z panią Kosloff zawiodło nas; sądziliśmy, że jako Gubernator powinna zdawać sobie większą sprawę z tego, co dzieje się na ziemiach jej podległych. Mam nadzieję, że był to jednorazowy przypadek, wszak zgodnie z Imperialnym Porządkiem tak odpowiedzialne stanowiska zawsze obejmowane są przez właściwe osoby. Poradziła nam jedynie, by popytać wśród przedstawicieli miejscowego półświatka. Osoby takie miały często odwiedzać karczmę znajdującą się gdzieś w okolicy muru. Podała nam też parę nazwisk; najważniejsze to Scarlet Shiv i Ges Pistol – więksi gracze, zajmujący się przemytem, nielegalnym handlem niewolnikami i bronią pod przykrywką wynajmu pracowników i przestrzeni magazynowych.<br/> | ||
| + | Nie pojmuję, jak można tolerować taki proceder i w dodatku rozprawiać o nim ze spokojem... Jako że sprawy te leżą w jurysdykcji Arbites, nie naszej, zdecydowałam nie dzielić się z nikim moimi myślami. Zwłaszcza, że zarówno Kalta jak i Castus traktują to jako coś naturalnego.<br/><br/> | ||
| + | Czas pozostały nam do wieczora (ponoć szemrany element zawsze uaktywnia się po zmroku) poświęciliśmy na małe śledztwo w Kapitanacie Portu. Z tego, co udało nam się dowiedzieć, nie jest to jakoś szczególnie uczęszczane miejsce. Większy ruch odbywa się tu jedynie dwa razy do roku, gdy okręty Imperium przybywają po daninę – zbierany przez żyjące na równinach plemiona pyłek z kwiatów znanych jako Ignis Fatuus ( miejscowi mówią na nie "Błędne Ognie", jako że według podań rosną na pobojowiskach). Stąd też łatwo było nam uzyskać informacje na temat statków (głównie handlowych), które ostatnimi czasy przybyły na planetę. Do ich rozładowania użyto miejscowej siły roboczej, wynajętej – niespodzianka – u pani Shiv. Czyli tak czy tak wizyta w karczmie wydawała się kolejnym logicznym krokiem.<br/><br/> | ||
| + | Spodziewaliśmy się... sama nie wiem czego. Podrzędnej mordowni pełnej podejrzanych typów (zwłaszcza, że lokal znajduje się w tej "gorszej" części miasta), w której prędzej niż informację można znaleźć kłopoty. Zamiast tego trafiliśmy do utrzymanej w klasycznym stylu gospody, w której co prawda siedzieli lokalni przedstawiciele wolnych zawodów, że tak to eufemistycznie ujmę, ale gabaryty ochroniarzy sugerowały, że wszczynanie burd nie jest najmądrzejszym pomysłem. Do tego, jak dowiedzieliśmy się potem, strony walczące o wpływy w mieście potrzebowały jakiegoś neutralnego gruntu, na którym można się spotkać i mniej niż zwykle obawiać się wbitego w plecy noża. Ha, nigdy bym nie przypuszczała, że przestępcy mają jakieś zasady (chociaż Kalta mówi, że to normalne. Ciekawe, skąd wie).<br/><br/> | ||
| + | Czas spędzony na czekaniu, aż pojawi się Scarlet, zużyliśmy na zbieraniu informacji i plotek. To znaczy Kalta spędziła. Wydaje się doskonale dogadywać z wszelkiej maści podejrzanymi typkami (choć w pewnym momencie, gdy lokalni panowie zdecydowali się postawić jej miejscowy napitek, zaczęliśmy się obawiać o jej zdrowie). Castus ostetntacyjnie nie zwracał na siebie uwagi, zaś ja spędziłam całkiem przyjemne chwile na rozmowie z Brutisem, właścicielem karczmy [Zob. Vidicus Tempus, Enc.Milit. Imp. Tom XXIX – G.N.] . Nie wiem, co sprawiło, że człowiek jego pokroju po zakończeniu kariery wojskowej zdecydował się osiąść akurat tutaj, ale w końcu nie mnie oceniać czyjeś motywacje. Tak czy tak, pani Shiv, gdy wreszcie raczyła się zjawić, nie chciała z nami rozmawiać, dosyć dosadnie informując, co i gdzie możemy sobie wsadzić. I wtedy Castus zrobił... coś. Nagle wydał się jakby bardziej imponujący, a otaczająca go zwykle aura obcości wzmocniła się, wywołując wyjątkowo nieprzyjemne doznania gdzieś na granicy świadomości. Powołując się na autorytet Inkwizycji i posiłkując świętymi cytatami, gromkim głosem rozkazał Scarlet podzielić się z nami swoją wiedzą. Ta demonstracja wzbudziła panikę wśród bywalców, którzy zaczęli niemal tratowac się w drodze do wyjścia, starając uciec jak najdalej. Nawet Kalta bardzo źle to zniosła. Cóż... nie ukrywam, że i ja poczułam się nieswojo i musiałam włożyć sporo wysiłku w to, by nie ustrzelić psykera na miejscu. W końcu nawet tacy, jak on bywają czasem przedstawicielami woli Imperatora.<br/> | ||
| + | Ale byłoby dobrze, gdyby następnym razem jakoś nas uprzedził.<br/><br/> | ||
| + | Gdy pozbieraliśmy wszystkie informacje, zaczął wyłaniać się pewien obraz. Dość niepokojący, trzeba przyznać. Interesujące nas skrzynie przybyły do Port Suffering na małym statku zarejestrowanym na przedstawicieli Domu Machenko, zostały rozładowane przez pracowników Scarlet i przeniesione do jednego z magazynów. Potem część z nich zapakowano na transportery, które wraz z konwojem opuściły miasto, kierując się w stronę Złych Ziem. Nad całością operacji czuwał tajemniczy człowiek charakteryzujący się ośmioma mechadendrytami wyrastającymi z pleców. Nikt nie potrafił dać nam jakichkolwiek informacji na jego temat, a pewne jest tylko to, że już nie ma go w obrębie murów.<br/> | ||
| + | Jest już późno, a bez nakazu od Arbites i tak nie mamy możliwości dostania się do magazynu. Jutro będziemy kontynuować poszukiwania. | ||
| + | </p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | <u>4013019.M42</u> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 20pt;width: 90%;"> | ||
| + | Nie mogę spać. Zagadki, zagadki. Niektóre niekoniecznie powiązane ze śledztwem. Kiedy opuszczaliśmy karczmę, Brutis prosił o przekazanie pozdrowień dla Palatyn Rhiannon. Hmmm... | ||
| + | </p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | <u>4017019.M42</u> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 20pt;width: 90%;"> | ||
| + | Niechaj Imperator ma nas w Swej opiece i czuwa nad nami podczas wyścigu z czasem, który własnie rozpoczynamy.<br/> | ||
| + | Przy pomocy Arbites sprawdziliśmy należący do Scarlet magazyn. Poza zwykłymi, legalnymi rzeczami, było tam sporo szemranych towarów. Oraz interesujące nas skrzynie, w których spoczywały biokomory, zawierające... istoty. Blade, napęczniałe larwy wielkości małego dziecka. W części głowowej, tuż nad ogromnymi zębatymi paszczami paskudztwa posiadały narośla dziwnie przypominające ludzkie twarze, wykrzywione w wyrazie głodu. Jedna była wyraźnie martwa, druga wyglądała tak, jakby zaraz miała rzucić się na nas, nie zważając na przeszkodę w postaci pancernego szkła komory. Nie śmiem wyobrażać sobie, jak mogą wyglądać osobniki dorosłe – ani na co je stać.<br/><br/> | ||
| + | Niestety sprawdzenie statku, którym zostały przywiezione, nie przyniosło żadnych rezultatów. Naszym jedynym śladem został ten prowadzący na Złe Ziemie, w stronę miejsc zamieszkanych przez lokalne plemiona. Dzięki perswazji (mniej lub bardziej delikatnej) udało nam się uzyskać od Gubernator Kosloff Chimerę transportową wraz z kierowcą i zapasami. Obiecała też, że zajmie się likwidacją znalezionych przez nas stworów – jak się okazało, cel misji Kalty był jasny: po znalezieniu ładunek należy zniszczyć. Wreszcie też dowiedzieliśmy się, co takiego zawierał jej tajemniczy bagaż, który od poczatku targała ze sobą przyczepiony do antygrawitacyjnej uprzęży. Trzy rakiety klasy melta. Co takiego znajduje się w największej skrzyni, najwyraźniej będącej najważniejszym elementem transportu, że wymaga aż takich środków? Zapewne dowiemy się już za jakieś dwa tygodnie – bo tyle według naszego kierowcy zajmie podróż do terenów zajmowanych przez tubylców.<br/> | ||
| + | Wyruszamy.</p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | <u>4036019.M42</u> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 20pt;width: 90%;"> | ||
| + | Jazda przez ziemie Iocanthos. Stepy na zmianę z piaskiem. Z miejscowej fauny najczęściej spotykamy padlinożerne ptaki, nieco przypominające kruki. Żaden jednak nie ma na tyle tupetu, by zanadto się zbliżać. Trudno nazwać tę podróż jakoś szczególnie pasjonującą, zwłaszcza, że Kalta przez większość czasu zajmuje się konserwacją broni, a Castus zachowuje się wyjątkowo aspołecznie (na tyle, na ile można w ciasnym wnętrzu Chimery). Nie, żebym narzekała – to nawet lepiej. Nie mam pojęcia, o czym miałabym rozmawiać z psykerem. Na szczęście kierowca, pan Egon, na moją prośbę uczy mnie podstaw jazdy tego typu pojazdami. Dzięki temu możemy prowadzić na zmianę i istnieje szansa, że dotrzemy na miejsce szybciej. Oby. | ||
| + | </p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | <u>4042019.M42</u> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 20pt;width: 90%;"> | ||
| + | Dziś minęlismy ogromne pobojowisko. Przejeżdżaliśmy obok niego, a i tak zajęło to parę godzin. Spomiędzy zmurszałych kości i skorodowanych resztek broni wyrastały drobne, żółtawe kwiaty, pokrywając szczątki grubym, jaskrawym dywanem o dziwnie pobudzającym zapachu. To chyba słynne Błędne Ognie. Nie wiem, czy ma to ze sobą coś współnego, ale Castus zaczyna czasem nieco dziwnie się zachowywać. Muszę na niego uważać. | ||
| + | </p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | <u>4055019.M42</u> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 20pt;width: 90%;"> | ||
| + | Znajdujemy się na podgórzu. Wreszcie coś innego niż step – nieduże rachityczne drzewka, gdzieś w oddali majaczy coś, co można nawet uznać za las. Na wzniesieniu nieopodal rysują się niewyraźnie jakieś zabudowania, jakby wioska otoczona palisadą. Może tam czegoś się dowiemy. | ||
| + | </p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | <u>4058019.M42</u> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 20pt;width: 90%;"> | ||
| + | Nadwozie Chimery, nachylonej pod pewnym kątem na skutek zerwania gąsienicy stanowi całkiem wygodną podporę, chroniącą nas i nasze małe ognisko przed sporadycznymi powiewami wiatru. Nieco wyżej, na szczycie wzgórza kończą się tlić ruiny. Jesteśmy obolali i zmęczeni, ale nikt nie myśli zapadnięciu w sen, nie po tym, co się stało. Gdy tylko zamykam oczy, mam pod powiekami wszystko, co spotkało nas tego przeklętego dnia.<br/><br/> | ||
| + | |||
| + | Do samej wioski podjechaliśmy bez najmniejszych problemów, a brama w palisadzie była nieco uchylona. Wewnątrz znajdowało się kilkadziesiąt domostw i niewielka jak na imperialne standardy katedra. Nigdzie nie widzieliśmy mieszkańców, a większość drzwi była szczelnie zamknięta. Jako że nikt nie odpowiadał na wołanie, zaczęłyśmy z Kaltą systematycznie przeszukiwać domy. Castus wymówił się, twierdząc że lepiej będzie, gdy popilnuje Chimery. Teraz wiem, że jego... szósty zmysł, czy jak tam zwykł to nazywać, wykrył zaburzenia w Osnowie, które wpływały na niego dość nagatywnie. Łagodnie mówiąc.<br/> | ||
| + | Najgorszym widokiem była katedra. Coś, co początkowo wydawało się być chorągwią na głównej wieży, okazało się przyszpilonym do ściany wypatroszonym kapłanem. Jego wnętrzności i krew spływające po tynku tworzyły zaschnięty wzór, kończący się na portyku głównego wejścia. Drzwi, otwarte, ukazywały splugawione wnętrze budynku zamienionego w ohydną parodię miejsca kultu. Wszędzie walały się okaleczone w potworny sposób ciała, ekskrementy i... inne rzeczy. Nie wszystkie wyglądały, jakby pochodziły z wnętrza ludzkiego organizmu. I żadnych znaków zwykle przynależnych Mrocznym Potęgom. Wszystko wskazywało na to, że odbyła się tu jakaś orgia, jednak całkowicie dzika i nieposkromiona, nie nosząca znamion rytuału. Otaczało to otwartą komorę stazy – nasz zaginiony ładunek. Teraz pusty. I, jak wszystko na to wskazywało, także śmiertelnie niebezpieczny, nie tylko dla naszych ciał.<br/> | ||
| + | Po tym odkryciu jeszcze bardziej zwiększyliśmy czujność i chyba tylko dzięki przypadkowi nie zastrzeliliśmy odnalezionego mieszkańca. Człowiek ten, przerażony do granic możliwości bełkotal cos nieskładnie o swojej zmienionej żonie, którą musiał zabić, by samemu ujść z życiem. Przyciśnięty nieco przez nas, opowiedział, jąkając się i na zmianę to płacząc, to wybuchając histerycznym śmiechem, o tym, jak parę dni wcześniej przybyli tu ludzie dowodzeni przez człowieka o ośmiu mechadendrytach. O ładunku, który umieszczony w kaplicy sprawił, że ludzie oszaleli. O orgii, o wzajemnym pożeraniu się przez mieszkańców, o zmianach, jakie zaczęły się pojawiać wśród jego bliskich, o śmierci. Pozostawiliśmy biedaka przy Chimerze, a sami powróciliśmy do badania wioski.<br/> | ||
| + | Wtedy właśnie pojawiły się te abominacje. Wyglądali jak ludzie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jednak ich ciała były zmienione, pokryte gdzieniegdzie chitynowymi płytkami, niektórzy zamiast twarzy mieli szczękoczułki, inni ociekali dziwnym śluzem. Wraz z nadejściem wieczoru wychodzili z piwnic i spomiędzy domów, kierując się ku nam. Szczęśliwie Boski Imperator kierował mą dłonią, dzięki czemu udało nam się ujśc cało i nie dać zamknąć się w okrążeniu. Kalta trzymała się nieźle, pozbywając się kolejnych przeciwników. Najwyraźniej wpojony jej profesjonalizm był silniejszy niż wyraźne przerażenie. Wspólnie dotarłyśmy do Chimery, gdzie zaczęły się problemy. Co prawda Castus już wcześniej zdołał poinformować Port Suffering o naszej sytuacji, ale wciąz musieliśmy oddalić się od tego, w co zmienili się mieszkańcy wioski. A nasz kierowca na ich widok po prostu spanikował. Nie winię go za to, ale znów straciliśmy cenne sekundy na ogłuszenie go i, jakkolwiek nieelegancko to zabrzmi w odniesieniu do człowieka, zapakowanie do transportowej części pojazdu. Ja zajęłam miejsce za kierownicą – i ruszyliśmy, w momencie gdy plugastwa zaczęły uderzać w nadwozie ze złudną nadzieją, że zdołają się do nas dobrać.<br/> | ||
| + | Ledwo zdążyliśmy zjechać ze wzgórza i zagłębić się między drzewa, coś uderzyło z hukiem w dach, wgniatając go solidnie. Przyspieszyłam w nadziei, że może uda się to, czymkolwiek było, zgubić, jednak nieproszony gość nic sobie z tego nie robił. Wgłebienia w blasze nad nami jeszcze się powiększyły, by w końcu rozerwać się pod naciskiem ogronmych szponów. Udało mi się wykorzystac najbliższy wiraż do wykonania gwałtownego skrętu, który wreszcie zachwiał stworem. Nie mogąc utrzymać równowagi spadł gdzieś między krzewy – a my popędziliśmy dalej. Tylko po to, by na najbliższym wyboju zerwać gąsienicę.<br/> | ||
| + | Nie było czasu na złorzeczenia, bo niemal natychmiast dostrzegliśmy pędzącego w naszą stronę stwora. Był większy niż niejeden człowiek, pokryty połyskującym pancerzem i wyglądający niczym dziwaczna i plugawa humanoidalno-owadzia hybryda. Biegł to na dwóch, to znów na czterech łapach, szczerząc pysk niepokojąco podobny do ludzkiej czaszki. Z barków wyrastały mu dodatkowe kończyny zakończone kolczastymi przyssawkami – jedna była ucięta i najwyraźniej nie nadawała się do niczego. Czekanie wewnątrz pojazdu wydawało się bezcelowe, więc wyszłam mu naprzeciw, polecając się w modlitwie Naszemu Panu na Złotym Tronie. Kątem oka zauważyłam Castusa, który chyba też nie chciał siedzieć bezczynnie. Walka była długa i wyczerpująca. Nigdy jeszcze nie spotkałam tak wymagającego, szybkiego i silnego przeciwnika. Zanim bestia padła (dzięki Kalcie, która niemal z przyłożenia strzeliła jej w łeb), zdążyła solidnie poturbować psykera, a i mnie kilka razy dosięgły jej szpony, rozrywając ciężki pancerz niczym papier. Gdyby nie Castus, niechybnie straciłabym nogę... Choć nadal niepokoi mnie to, w jaki sposób zabrał się za leczenie. Zamiast tradycyjnie założyć opatrunek użył mocy; dziwne zielonkawo-fioletowe światło otoczyło ranę, która zaczęła zasklepiać się i zabliźniać w oczach. Sama nie wiem, czy to słuszne. Kiedy to wszystko się skończy będę musiała porozmawiać z Siostrą Palatyn.<br/> | ||
| + | Samo ścierwo podciągnęliśmy za pomocą linki holowniczej tak blisko palisady jak tylko się dało, nie alarmując rezydentów. A potem Kalta użyła rakiet. Zaiste, wielka jest potęga oczyszczającego ognia; szczyt pagórka zniknął w płomieniach do cna wypalając wioskę i wszelkie plugastwo, które się w niej zalęgło. Nawet teraz, kilka godzin później widzimy z naszego prowizorycznego obozowiska żarzące się kamienie stanowiące rdzeń wzniesienia. <br/> | ||
| + | Z Port Suffering otrzymaliśmy wiadomość zwrotną. O naszej sytuacji poinformowane zostało Opactwo Świtu, więc możemy sie wkrótce spodziewać Sióstr, które nas stąd zabiorą i przy okazji zabezpieczą resztę terenu.<br/><br/> | ||
| + | |||
| + | Czekamy, rozmawiając i starając się nie zasypiać. Słyszę, jak Kalta przekonana przez Castusa zgadza się pracować dla Inkwizycji. Mądra dziewczyna, jej umiejętności na pewno przydadzą się w służbie Świętych Ordos. Gdzieś z oddali słychać stłumiony warkot silników Valkirii. Czas się przygotować.<br/> | ||
| + | </p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | <u>4068019.M42</u> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 20pt;width: 90%;"> | ||
| + | Już nie zliczę, ile razy musieliśmy zdać raport i odpowiadac na wszystkie zadane nam pytania. Szczęśliwie badania, jakim nas poddano po podjęciu z planety i czasowej kwarantannie, wykazały że nie zostaliśmy skażeni na skutak kontaktu z tym... czymś. Wkrótce po zakończeniu naszej misji nad Iocanthos pojawił się krążownik Inkwizycji, na którym to właśnie mamy zaszczyt przebywać. Tu też zaproszeni zostaliśmy na audiencję do Jego Ekscelencji Venrisa. To już za chwilę. | ||
| + | </p> | ||
| + | <br/> | ||
| + | <u>4069019.M42</u> | ||
| + | <p align="justify" style="text-indent: 20pt;width: 90%;"> | ||
| + | Dowiedzieliśmy się, że ów tajemniczy ładunek został zabrany przez nieznanych sprawców z pilnie strzeżonych laboratoriów Ordo Xenos. Jak również, że nie da sie oficjalnie złożyć najmniejszych oskarżeń wzgledem Domu Machenko. Dlaczego? Otóż, jego przedstawiciele poinformowali nie tak dawno o utracie jednego ze swoich statków handlowych, który ktoś im jakoby skradł. Inkwizytor Venris nie wydaje się być do końca przekonany tą argumentacją.<br/> | ||
| + | Poniekąd dlatego zadecydował o utworzeniu z nas komórki akolitów, która będzie zajmować się zleconymi przez niego zadaniami. Dzięki Ci, Imperatorze za możliwość wypełniania Twej woli w służbie Świętych Ordos, nawet jeśli ma to oznaczać dla mnie opuszczenie Opactwa.<br/><br/> | ||
| + | |||
| + | I jest tylko jeden mały problem.<br/> | ||
| + | Muszę pracować z Castusem.<br/> | ||
| + | Przeklęci psykerzy! | ||
| + | </p> | ||