Cienie nad Iocanthos
Z Grim Omen
(→Castus) |
|||
| Linia 19: | Linia 19: | ||
Uwolniła się [[istota|Pradawny z Cienia]] o bliżej nieznanej mocy, ewidentnie służąca jednej z wielkich potęg Chaosu - Temu, Który Zmienia Drogi. Akolici stracili kilka tygodni z życia w nieznanych okolicznościach. | Uwolniła się [[istota|Pradawny z Cienia]] o bliżej nieznanej mocy, ewidentnie służąca jednej z wielkich potęg Chaosu - Temu, Który Zmienia Drogi. Akolici stracili kilka tygodni z życia w nieznanych okolicznościach. | ||
Mimo że dla Inkwizytorium to niewielki sukces, jednak dla planety znaczący - został wygnany (po raz kolejny) prześladujący Iocanthos Ojciec Kruków, Imperium zaangażowało się w stopniu który naruszył Status Quo na złych ziemiach - [[Vai Seth]] otrzymał święcenia Biskupa Eklezji za wyjątkową wiarę. | Mimo że dla Inkwizytorium to niewielki sukces, jednak dla planety znaczący - został wygnany (po raz kolejny) prześladujący Iocanthos Ojciec Kruków, Imperium zaangażowało się w stopniu który naruszył Status Quo na złych ziemiach - [[Vai Seth]] otrzymał święcenia Biskupa Eklezji za wyjątkową wiarę. | ||
| - | Jest nadzieja... nadzieja że marzenia [[Eshy Raine|Esha Raine]] ziszczą się i ziemie Ashleen w końcu przestaną spływać krwią. | + | Jest nadzieja... nadzieja że marzenia [[Eshy Raine|Esha Raine]] ziszczą się i ziemie Ashleen w końcu przestaną spływać krwią. [[Warlord Kos'ke|Kos'ke]] musiał wraz z kilkudziesięcioma wojownikami biorącymi udział w wyprawie udać się na Scintillę. |
Należy też wspomnieć o ocalonej ze szponów demona - [[Ezra Raine]], wnuczka [[Eshy|Esha Raine]] na polecenie Inkwizytora Venrisa została oszczędzona i przewieziona na Świętą Terrę, mimo wcześniejszego opętania. | Należy też wspomnieć o ocalonej ze szponów demona - [[Ezra Raine]], wnuczka [[Eshy|Esha Raine]] na polecenie Inkwizytora Venrisa została oszczędzona i przewieziona na Świętą Terrę, mimo wcześniejszego opętania. | ||
== Raporty == | == Raporty == | ||
| + | ===Castus=== | ||
| + | <p align="justify">Na Iocanthos polecieliśmy już z kapitanem Gavhinem, którego jednostka szczęśliwie przetrwała trzepanie przez Inkwizycję. Z przebywających na statku a wartych wspomnienia osób wymienić należy Nawigatora Iona Bellisariusa, Kapłana Maszyny Ibhrana Doka, medyczkę Scarlet Deatrix oraz Lydię – córkę kapitana.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | W ogóle Omen okazał się wcale przytulnym miejscem, zwłaszcza że dostaliśmy osobne kajuty oraz nieograniczony dostęp do pokładowej biblioteki, siłowni czy basenu. No i przywilej jedzenia w mesie oficerskiej, co z całą pewnością wiązało się z bogatszym menu. Biorąc pod uwagę, że większość moich ówczesnych doświadczeń wiązała się z Czarnym Okrętem i warunkami tam panującymi, uważam że w temacie jakości podróży międzygwiezdnych poczyniłem spore postępy.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Lot minął szybko i bez niespodzianek.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Na miejscu skontaktował się z nami Adept Aristarchus, odpowiedzialny za śledztwo dotyczące fenomenów okultystycznych towarzyszących wznoszeniu pierwszej planetarnej Katedry. Okazało się, że budowa padła ofiarą czegoś na kształt klątwy: w dziwnych wypadkach ginęli ludzie, nocą ściany spływały krwią, lokalne bydło znajdowano z wydziobanymi oczami, zdarzały się napady morderczego szału, poza tym kilka osób zaginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Polecenie opata Orlanda Skae było proste – ustalić odpowiedzialnych i pozbyć się zagrożenia, ze śledztwem zdążyć do czasu poświęcenia budowli… czyli do południa następnego dnia.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Pierwsze podejrzenia padły na przebywających akurat w okolicy nomadów Ashleen z plemienia Pana Wojny Kos’ke. Opat przekonany był, że za wszystkie nieszczęścia odpowiada doradczyni (wiedźma, według słów duchownego) przywódcy – Esha Raine. Jednak rozmowa z dzikusami nie przyniosła żadnych odpowiedzi. Okazało się za to, że Katedra budowana jest w miejscu uznawanym przez miejscowych za przeklęte. Faktycznie, od momentu przybycia miałem wrażenie, że coś niedobrego nam się przygląda. | ||
| + | Przepytaliśmy również rodziny zaginionych, przeszukaliśmy ich domy – i nic. Jedyne co udało się ustalić, to że przed zniknięciem wykazywali nagłe skłonności ku agresji.<br/> | ||
| + | Ataki ślepych kruków pod wieczór jeszcze się nasiliły.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Bez żadnych konkretnych śladów a za to z mętlikiem w głowach udaliśmy się na spoczynek, licząc że następny dzień przyniesie jakiekolwiek odpowiedzi.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Rzecz jasna myliliśmy się… Do wyświęcenia Katedry nie zdołaliśmy zdobyć choćby poszlaki wskazującej kto odpowiada za wszystkie wydarzenia. Jeśli byłby to demon, a nie można było tego wykluczyć, to ktoś musiał go przecież przyzywać, prawda? Oczywiście, do głowy nikomu nie wpadło, że najciemniej bywa pod latarnią. Mam nadzieję, że już się domyśliłeś kto był winny. | ||
| + | Tak czy siak, w południe rozpoczęła się ceremonia. Piękna i podniosła, przypominała wszystkim zebranym o potędze Imperatora. I wtedy wpadli kultyści.<br/> | ||
| + | Mówię – kultyści, chociaż nie jestem pewien czy w tych targanych mutacjami ciałach było jeszcze na tyle świadomości aby cokolwiek lub kogokolwiek czcić. Później okazało się, że napastnicy nosili znaki jednego z równinnych plemion.<br/> | ||
| + | Gdyby nie wojownicy Kos’ke, obawiam się że było by z nami kiepsko. Chociaż w moim wypadku to raczej refleks i umiejętności strzeleckie Kalty oraz brawurowe szarże Flavii zdecydowały o przeżyciu w jednym kawałku.<br/> | ||
| + | Atak został ostatecznie odparty, chociaż nie bez strat. Szczęśliwie większość ran nie okazała się śmiertelna. Podejrzewam, teraz – mając o wiele większe doświadczenie, że taki zresztą był cel – przerwanie ceremonii i osłabienie morale. Niestety zaogniło to dodatkowo konflikt między opatem a barbarzyńcami, którzy w końcu postanowili wynieść się w pobliskie góry. Być może… Być może gdybyśmy działali radykalniej i myśleli w szerszych kategoriach, nie doszło by do tego, demon znalazłby nosiciela bliżej i bylibyśmy w stanie na czas go odesłać. Może udało by się zapobiec rzezi, która miała wstrząsnąć całą planetą zaledwie dwa miesiące później. Nie przebudził by się Pradawny z Cieni i wszystko poszło by kompletnie inaczej.<br/> | ||
| + | Ale nie zadziałaliśmy, nie domyśliliśmy się… JA się nie domyśliłem. Ashleen odeszli, a my zostaliśmy z narastającym problemem i bez pomysłów. Na szczęście po ataku ludziom jakby rozwiązały się języki – być może to widmo nagłej śmierci tak na nich wpłynęło. Do wieczora usłyszeliśmy jeszcze więcej historii o Katedrze i, znowu, o przeklętej ziemi. Niestety jedyną osobą, która mogła udzielić nam dokładnych informacji okazała się Esha Raine.<br/> | ||
| + | Na poszukiwanie autochtonów wyruszyliśmy następnego dnia o świcie. Tyle dobrze, że Adept Aristarchus załatwił nam środek transportu – zdezelowaną Chimerę, bez broni i większości pancerza, za to z prawie pełnym bakiem. | ||
| + | Ta nagła chęć pomocy z jego strony powinna była nas zastanowić…<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Do obozowiska barbarzyńców dotarliśmy dopiero po południu. Tam, w końcu, udało się przekonać wiedźmę, tak zwaną „Śpiewającą Umarłym”, że nasze intencje są słuszne. W zamian usłyszeliśmy o wielkiej walce między Świętym Drususem a demonem, niegdysiejszym władcą całej planety. Demon, zwany w legendach Ojcem Kruków lub Tańczącym Na Progu, przez trzy dni zmagał się ze Świętym, aby ostatecznie paść – dokładnie w miejscu, w którym stanęła Katedra.<br/> | ||
| + | Nie wiem kto był tak arogancki, tak beznadziejnie głupi, aby coś podobnego wymyślić. Jasne, teraz wiem o Istotach z Immaterium o wiele więcej niż wtedy, ale do cholery ktoś musiał przecież obejrzeć plany. Czy nikomu się przyszło do głowy, że po tysiącach lat esencja demona potrzebuje czegoś więcej niż zniszczenia zewnętrznej powłoki, aby opuścić dane miejsce? Co gorsza, Adept Aristarchus okazał się być dalekim potomkiem Świętego, opętanym manią przywołania potęgi przodka.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Podsumujmy – mieliśmy demona, który szukał powrotu do naszego świata. Mieliśmy tłum przerażonych, pełnych złych emocji ludzi zebranych w miejscu, które zostało z nim nierozerwalnie związane. Mieliśmy rozlaną w bestialskim ataku krew niewinnych, która tę ziemię nasyciła. Jedyne czego nie mieliśmy to czas. Należało jak najszybciej wrócić i ewakuować wiernych. Być może udało by się przekonać opata, że to co próbuje się przedrzeć jest robotą dla Szarych Rycerzy, nie dla nas. Niestety – powrót był niemożliwy. W nocy, na wąskich skalistych ścieżkach, nigdy nie udało by się nam dojechać do Katedry. Trzeba było czekać na brzask.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Z pierwszymi promieniami świtu ruszyliśmy do miasteczka. Flavia, na szczęście, podczas poprzedniego naszego pobytu na planecie nauczyła się całkiem nieźle prowadzić wozy tego typu, więc pomimo fatalnego stanu drogi jechaliśmy dość szybko. Niestety nie wystarczająco szybko.<br/> | ||
| + | Już przejeżdżając przez bramę wiedzieliśmy że coś jest nie tak – ulice były puste, nawet warty wystawione po ataku sprzed dwóch dni zniknęły. Pełni złych obaw ruszyliśmy w stronę Katedry.<br/> | ||
| + | Tam… odbywał się rytuał. Adept Aristarchus, wobec wszystkich mieszkańców – nienaturalnie milczących i nieruchomych – wzywał Istotę, która zwiodła go podając się za duszę Świętego Drususa.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Imperator mi świadkiem, próbowaliśmy go powstrzymać. Najpierw tłumacząc pomyłkę, potem zwyczajnie starając się go zabić. Jednak moc, którą dawał mu demon przerastała to, czym wtedy dysponowaliśmy. Teraz pewnie wszystko potoczyło by się inaczej – od tamtego czasu zdobyliśmy więcej doświadczenia i nauczyliśmy się kilku przydatnych sztuczek. Wtedy jednak zawiedliśmy. Demon, pochłaniając dusze wszystkich zebranych, powrócił, pozwalając w przypływie okrucieństwa w ostatniej chwili zrozumieć Adeptowi jego błąd. Jedynie cudowi przypisuję nasze ocalenie.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Istota, nasyciwszy się chwilowo, odeszła w końcu. W towarzystwie setek ślepych kruków skierowała się na wschód – dokładnie w kierunku obozowiska Ashleen. My jednak, wiedząc że i tak nie zdążymy powiadomić ich o niebezpieczeństwie, postanowiliśmy pozostać. Trzeba było pogrzebać ofiary rytuału, poszukać jakichkolwiek dowodów winy Adepta, oraz zebrać potrzebny do walki z Istotą ekwipunek.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Okazało się później, że głównym naszym zmartwieniem powinno być przetrwanie nocy…<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | W zasadzie na początku nic nie zapowiadało problemów. Ot, pokręciliśmy się po osadzie i pozbieraliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. Na szczęście pozostało nam tyle rozumu, że wywlekliśmy z Katedry ciała i ułożywszy z nich stos – spaliliśmy. Następnie zabarykadowaliśmy główne wrota i, po ustaleniu kolejności wart, poszliśmy spać.<br/> | ||
| + | Najpierw nadleciały ślepe kruki. Wrzeszczącą chmarą obsiadły całe osiedle aby po jakimś czasie rozpocząć „szturm” na Katedrę. Cóż, poza hałasem nie było to jakoś specjalnie niebezpieczne – grube witraże skutecznie opierały się uderzającym w nie ciałkom. Najważniejsze było aby nie wychodzić na zewnątrz.<br/> | ||
| + | Potem, już po północy, przyszło coś jeszcze. Kilkanaście kotopodobnych bestii dobrało się do nadpalonych zwłok. W ten sposób, wsłuchanym w odgłosy makabrycznej „uczty”, minął nam czas do świtu. Wtedy też pojawił się zasadniczy problem – trzeba było jakoś dostać się do Chimery i jak najszybciej odjechać, ale drogę zagradzały nam dzikie zwierzęta.<br/> | ||
| + | Pierwszy, najprostszy zdawało się, plan – wystrzelanie paskud z dachu – spalił na panewce, o czym boleśnie przekonała się Kalta. Co prawda kruki nie mogły wedrzeć się do środka, ale już wyjście na kopułę wiązało się z wystawieniem na setki ataków. Pozostawało nam jedynie klasyczne rozwiązanie siłowe. Z ław ustawiliśmy rodzaj korytarza, dzięki czemu chcieliśmy ograniczyć liczbę atakujących naraz paskud. Cóż, później okazało się to pomysłem nie do końca trafionym – cholery były skoczne jak demony.<br/> | ||
| + | Udało się jednak, chociaż nie bez strat – bestiom przewodziło zmutowane… coś. W walce z wynaturzeniem dość mocno oberwała Flavia, i choć udało się zatamować krwawienie i mniej więcej obwiązać rany, to jednak wymagała opieki specjalisty.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Oganiając się od kruków, wpadliśmy do Chimery i ruszyliśmy do Ashleen. I oczywiście okazało się, że przybyliśmy o wiele za późno.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Może i ludzie Kos’ke są zaprawionymi w bojach wojownikami, ale aby walczyć z demonem trzeba czegoś więcej niż odwaga i stal. Jedyną osobą, która potrafiła choć na chwilę powstrzymać furię Istoty z Immaterium była Esha Raine, zapłaciła za to jednak potworną cenę – kiedy dotarliśmy do zniszczonego obozowiska była już konająca. Najgorsze jednak, że demon odnalazł upragnione ciało, pozwalające na dowolnie długi pobyt w naszym świecie. Naczyniem swej jaźni uczynił wnuczkę Eshy – kilkunastoletnią Ezrę. Co więcej, część wojowników dołączyła do formującej się hordy kultystów.<br/> | ||
| + | Pogrzebawszy poległych, Kos’ke postanowił zejść na równiny i połączyć swe siły z innym Panem Wojny, Vei Sethem – osławionym dowódcą, który aspirował do miana nieformalnego władcy planety.<br/> | ||
| + | Jako że Chimera nie nadawała się już do niczego, zmuszeni zostaliśmy dosiąść dziwnych stworzeń, których autochtoni używają jako wierzchowców.<br/> | ||
| + | Przedziwne te istoty, wyglądające jak połączenie jaszczurki z psem, okazały się szybkim, acz bardzo niewygodnym i zdecydowanie narowistym środkiem transportu. O ile Kalta błyskawicznie zaprzyjaźniła się ze swoim zwierzakiem, to ja i Flavia niejednym stłuczeniem przypłaciliśmy tę podróż. Przynajmniej karków sobie nie poskręcaliśmy…<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Dotarliśmy na pobojowisko.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Vei Seth podjął nas, wypytał o wszystko, po czym łaskawie zgodził się przyjąć hołd Kos’ke. Jednak największym zaskoczeniem było spotkanie starego znajomka – Brutisa, właściciela karczmy z Port Suffering. Okazało się, że w przeszłości był on kimś znacznym w armii, generałem czy coś takiego, i teraz postanowił „powrócić” z dobrowolnego wygnania, raz jeszcze wykorzystując swe talenty w walce z Chaosem. Cóż, biorąc pod uwagę, że chodziło o jego własną planetę, raczej nie miał zbyt wielkiego wyjścia.<br/> | ||
| + | Nie pozostawało nic innego jak ruszyć w pościg za wrażymi siłami. Przez kolejne dwa tygodnie długi na kilkanaście kilometrów, ciągle powiększający się o kolejnych pomniejszych Lordów Wojny sznur nomadów, szedł za siłami Ojca Kruków w oczekiwaniu na dogodny moment na wydanie bitwy. Jakoś pod koniec czwartego dnia trafiliśmy na pozostałości pierwszej Bramy – konstrukcji zbudowanej ze scalonych mroczną mocą ciał i stali, ewidentnie wykorzystanej do ściągnięcia posiłków z domeny Chaosu. Powietrze, mimo że od rytuału upłynęły dobre dwie doby, aż wibrowało złem i skażeniem. Co gorsza, ślady wskazywały iż do demona przyłączyło się kilku Upadłych Synów.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Pod koniec drugiego tygodnia zwiadowcy donieśli, że od trzonu wojsk oddzieliła się stosunkowo niewielka grupa, kierując w stronę uważanych za przeklęte Gór Zgrzebnych. Cholera, może mi się tylko zdaje ale wychodzi że pół tej planety jest w jakiś sposób opętane. Gdyby nie fakt, że stanowi największe w tej części Sektora źródło pewnej rośliny, należałoby ją profilaktycznie wypalić… | ||
| + | Po krótkiej naradzie ustaliliśmy, że weźmiemy czterdziestoosobowy oddział i ruszymy w góry, reszta zaś armii Vei Setha wciąż będzie starała się zniszczyć główne zagrożenie.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Trzy tygodnie spędziliśmy tłukąc się przez pustkowie za, jak się okazało, Marines Chaosu oraz opętaną Ezrą. Szczęśliwie bardzo im się gdzieś śpieszyło, a i my staraliśmy się uważać – chyba nawet nie zauważyli że są śledzeni, a jeśli nawet to najwyraźniej nie uznali nas za zagrożenie.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Końcówka trasy, już w górach, była szczególnie uciążliwa. Zwierzęta boczyły się, ludzie zaczęli cierpieć na koszmary, morale leciało na łeb. Najgorzej było ostatniej nocy. Z powodu zapadającego zmroku zatrzymaliśmy się w niewielkiej dolince, nieopodal jakiegoś na wpół zawalonego tunelu, do którego według śladów weszły marionetki Mrocznych Potęg.<br/> | ||
| + | Dno doliny usiane było starymi, co najmniej kilkusetletnimi ruinami. Oraz kośćmi. Jednak nie mieliśmy wyboru – nie byliśmy gotowi na sprawdzenie co czai się w tunelu a za późno było aby się wycofać.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Upiory nadeszły o północy. Najpierw podniosła się zimna, lepka mgła. Następnie, przy akompaniamencie dzikiego wycia, wypadły na nas niematerialne bestie. Równocześnie, jak gdyby wybiegając ze zrujnowanych domostw, pojawiły się cienie obrońców. Tak oto dostaliśmy się w sam środek echa dawno przebrzmiałej bitwy…<br/> | ||
| + | Do świtu dotrwała może połowa z nas.<br/> | ||
| + | Żadnych ran, w ogóle żadnych śladów obrażeń. Jedynie przerażenie zastygłe w martwych oczach. Najgorsze, że nic nie mogliśmy dla poległych zrobić – obawiam się, że tak jak poprzedni, i oni zostali na zawsze uwięzieni w zapętlonej scenie rzezi. Niechaj Imperator zmiłuje się nad ich udręczonymi duszami.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Tunel okazał się być wykuty ręką ludzką, co do tego nie było żadnych wątpliwości. Na jego końcu zaś, natrafiliśmy na olbrzymie, wyłamane potężną siłą wrota. Przed nami rozpościerał się przedziwny widok – olbrzymia grota o sklepieniu niknącym w mroku, z pojedynczą przypominająca nieco Ul budowlą pośrodku i licznymi kładkami prowadzącymi w wykute w skale przejścia. Cóż, wyboru wielkiego nie mieliśmy.<br/> | ||
| + | Kompleks, co dość szybko się okazało, był starożytną kolonią górniczą zarządzaną przez wyjątkowo nieprzyjemnego Ducha Maszyny. Wyjątkowo heretyckiego przy okazji, bo obdarzonego świadomością – klasyczny przykład pozostałości po Mrocznych Wiekach Technologii. Ech, gdyby tak mieć więcej czasu na badania…<br/> | ||
| + | Jakakolwiek zwłoka była jednak luksusem, na który nie mogliśmy sobie pozwolić. Tyle dobrze, że Sztuczna Inteligencja uznała nas za denerwującą acz niegroźną anomalię i postanowiła skierować nas za pozostałymi intruzami, licząc iż w najlepszym razie pozabijamy się nawzajem.<br/> | ||
| + | Na odchodnym ostrzegła nas jednak, pewnie w przypływie nienaturalnego współczucia, przed złem, do którego milenia temu dokopali się dawni mieszkańcy Ula.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Korytarze, w które weszliśmy, bardzo szybko przestały przypominać to co widzieliśmy wcześniej. Z nikąd pojawił się bladozielony poblask nadający otoczeniu niezdrowy wygląd. Mijaliśmy kolejne wyłamane bramy oraz puste postumenty, na których kiedyś prawdopodobnie stały rzeźby – głowę dam, że były to bluźniercze wyobrażenia Mrocznych Potęg.<br/> | ||
| + | Wtedy natknęliśmy się na pierwsze truchło. Jeden z Upadłych Synów leżał w kałuży parującej posoki z rozdartym pancerzem – najwyraźniej demon miał nad nami góra pół godziny przewagi.<br/> | ||
| + | Od tego momentu kolejne trupy zaczęły pojawiać się coraz częściej. Między nimi trafiały się i inne – wyglądające jak wyciosane z dziwnej substancji, z długimi ostrzami zamiast kończyn. Ułożenie ciał pozwalało się domyślać, iż są to strażnicy.<br/> | ||
| + | W końcu trafiliśmy na jednego, jeszcze żywego. Szczęśliwie był już mocno uszkodzony, inaczej pozabijał by nas wszystkich – a tak ledwie dwu wojowników skończyło rozszarpanych na strzępy.<br/> | ||
| + | Może dwadzieścia minut później trafiliśmy do… hmmm… świątynia będzie tu chyba najlepszym określeniem. Tam, w towarzystwie dwóch pozostałych przy życiu Marines Chaosu, demon kończył odprawiać jakiś przedziwny rytuał.<br/> | ||
| + | Zanim zdążyliśmy zareagować, bluźniercza inkantacja zakończyła się. I już, już, kiedy zaczęła w nas kiełkować nadzieja, że coś się nie udało – rozpętało się piekło. Potężny słup światła wystrzelił z centrum pomieszczenia, trafiając Marines i zdzierając z nich najpierw pancerz a następnie ciało, pozostawiając nagie szkielety. W centrum tego wszystkiego, wirując i śmiejąc się potępieńczo znajdował się ON. Wolny. Po milionach lat, nareszcie wyzwolony ze swego więzienia.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | I wtedy przemówił.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Pradawny z Cieni, Herold Tego, Który Zmienia Drogi – tak się przedstawił. Zapamiętaj go dobrze, gdyż jego i nasze przeznaczenie jest w jakiś sposób związane. Drwił, szydził, przechwalał się. Słysząc iż jesteśmy śmiertelnymi wrogami, postanowił zabawić się zarówno nami jak i swym wybawicielem. Wtedy straciliśmy przytomność.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Przebudzenie do najprzyjemniejszych nie należało. Znajdowaliśmy się na szerokiej półce skalnej, zaraz przy wejściu od strony doliny. Oprócz nas był tam jeszcze Ojciec Kruków. Nie namyślając się wiele, rzuciliśmy się do ataku – i to, jak nam się wtedy zdało, był początek zguby. Czy należało zatem uciekać? Nie, i tak by nas wybił, jedno po drugim. A jeśli nie on, to demony, które przywołał.<br/> | ||
| + | Życie uratował nam Inkwizytor Venris. Nasz Inkwizytor, który niczym posłaniec samego Imperatora zleciał z nieba i, flankowany przez zakutego w ciężki pancerz rycerza, zaatakował wielkiego demona. Pod ciosami błogosławionego miecza Istota najpierw padła na kolana, a następnie bluźniąc wszelkiemu stworzeniu zapadła w sobie. Na ziemi pozostało jedynie wstrząsane spazmami ciało młodziutkiej Ezry.<br/> | ||
| + | Wtedy Flavia, dotychczas rozsądna i chłodno myśląca, zrobiła coś niewiarygodnie głupiego. Ledwie rycerz zamachnął się, aby zakończyć życie opętanej, nasza Siostra rzuciła się zasłaniając małą własnym ciałem. Jęła też tłumaczyć, że podczas walki coś, najprawdopodobniej młoda wiedźma, powstrzymało w ostatniej chwili łapę demona, czym bez wątpienia uratowała jej życie. Cóż, wyglądało na to, że rycerz zada cios i tak, zabijając nie jedną a dwie osoby, jednak w to wszystko wmieszał się Venris. Powołując się na jakieś stare układy, wymusił odstąpienie od egzekucji i zgodę na przekazanie Ezry na Czarny Okręt.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Flavia i Kalta, w całej swej naiwności, uznały to za dobre wyjście… Cóż, trzeba przyznać, że wynikało to z ich niewiedzy – dopiero sporo później wyjaśniłem im jakie kaźnie czekały małą podczas procesu sankcjonowania i że cios rycerza byłby w rzeczywistości aktem łaski.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Tak czy inaczej, nie był to bynajmniej koniec naszych kłopotów. Okazało się, że do kompleksu górniczego weszliśmy… dwa tygodnie wcześniej! Pod ścisłą strażą zostaliśmy zabrani na pokład krążownika Płomień Imperatora, gdzie musieliśmy złożyć szczegółowe zeznania. Obawiam się, że znów jedynie interwencja Venrisa uchroniła nas przed śmiercią na stosie.<br/> | ||
| + | Dowiedzieliśmy się przy okazji, że do decydującej bitwy doszło prawie tydzień wcześniej. Wzięły w niej udział, oprócz tutejszych dzikich, również Siostry z Zakonu Czarnego Kielicha oraz kilku Astartes z Zakonu Strażników Burzy. Zagrożenie ogólnoplanetarnej Rebelii zostało wyeliminowane.<br/> | ||
| + | |||
| + | I to w zasadzie tyle na Iocanthos. Za pomocą ładunków meltowych pogrzebano starą kopalnię pod milionami ton skały. W miejscu gdzie rozegrało się ostateczne starcie z heretykami, poświęcono nowe miejsce na Katedrę i postanowiono wybudować wokół niej wielkie miasto nazwane Upadkiem Kruka. Vei Sethowi zaś udało się spełnić największe marzenie – został wyświęcony na pierwszego arcybiskupa planety i powierzono mu misję nawrócenia wszystkich barbarzyńskich plemion. Dzień później wyruszyliśmy w drogę powrotną na Scintillę.<br/> | ||
| + | <br/> | ||
| + | Tam właśnie Kalta dowiedziała się, że jej matka – o której zawsze myślała że opuściła rodzinę – żyje i kilka lat temu zaginęła w Rozszerzeniu Koronusa. Oraz, że jest Wielkim Magosem Kapłanów Maszyn.<br/> | ||
| + | Ale to już przypomnę ci następnym razem…</p> | ||
| + | |||
== Ważniejsze postaci == | == Ważniejsze postaci == | ||
== Dodatki i uzupełnienia == | == Dodatki i uzupełnienia == | ||