Bal Czarnej Gwiazdy

Z Grim Omen

Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Linia 68: Linia 68:
''Nutka wesołości?''
''Nutka wesołości?''
</span>
</span>
 +
 +
=== Castus ===
 +
<p align="justify" style="text-indent: 30pt;width: 90%;">
 +
''Czy przyszły ja wiem, jaka jest cecha wspólna przybywających w ostatniej chwili posiłków? Pewnie tak – skoro jesteś w stanie odebrać ten przekaz to zdążyłeś nieco świata poznać. Ale jako że każde pytanie wymaga odpowiedzi… Otóż posiłki nigdy nie są tym, czego je wzywający się spodziewał. Tak samo było na Sepheris Secundus.''
 +
<br/><br/>
 +
Jeśli moje wspomnienia są wyczyszczone tak dokładnie jak ostatnio, być może potrzebne będzie małe wprowadzenie geopolityczne. Planeta owa, przynajmniej kiedy na niej lądowaliśmy, była olbrzymim kompleksem kopalnianym zamieszkałym przez kilka miliardów robotników zorganizowanych w mocno zfeudalizowany system kast. Dzięki temu rozwiązaniu wyróżniała się na tle innych odwiedzonych przez nas światów wyjątkowym natężeniem biedy i zbydlęcenia. Naszym celem była kopalnia Gorgonid a dokładniej niewielki obóz wojskowy na jej obrzeżach – pozostałość po krwawo stłumionym przez Gwardię powstaniu górników. Okazało się, że niedobitki rebeliantów zbiegły w głąb tuneli zaś ścigające ich oddziały zostały zmasakrowane przez coś nienaturalnego. Przynajmniej tak brzmiało oficjalne stanowisko komisarza Nahaliusa oraz sierżanta Raynoldsa. Nawet cholera nie wiedzieli jak bliscy są prawdy.
 +
<br/><br/>
 +
Nasze przybycie, jak łatwo się domyślić, nie wzbudziło zbytniego entuzjazmu. Po pierwsze – było nas tylko troje. A oni liczyli na cały oddział. Po drugie byliśmy z Inkwizycji. A oni liczyli na Gwardię. Cholernie srogi zawód ich spotkał, jak mi się wydaje. Chcąc nie chcąc jednak – musieli współpracować. Niestety ich dotychczasowe działania ograniczyły się do zapieczętowania wrót na niższe poziomy kopalni i zabarykadowania w obozie. Nie wiedzieli co zaatakowało Gwardzistów, ile tego było, ani co tak naprawdę wydarzyło się w tunelach. Jedyną naszą nadzieją stało się kilku pojmanych jeńców. Niechaj wystarczy stwierdzenie, że równie żałosnych kreatur w życiu nie widziałem. Brudni, zarośnięci, wygłodzeni, część z nich wymagała natychmiastowej opieki lekarskiej. Rozumiem że buntowników należy karać ze wszelką surowością, ale uszkodzony materiał ciężko się przesłuchuje. Szczęśliwie, o słodka ówczesna naiwności!, jeden z pojmanych – młodzieniec imieniem Jurg, w zamian za wolność postanowił zdradzić wszystko co wie.
 +
<br/><br/>
 +
Nigdy nie popełnij błędu, który wtedy stał się moim udziałem. Pierwszą moją myślą było zapewnienie mu wiecznej wolności – poprzez szybką i bezbolesną śmierć. Gdybym wtedy posłuchał intuicji, być może wszystkie późniejsze wydarzenia nie miały by miejsca. Pozwoliłem jednak aby głupi sentyment, ten ludzki odruch, pokierował mymi działaniami. Nie logika, nie obowiązek. Powtarzam – nie popełniaj tego błędu!
 +
<br/><br/>
 +
Darowałem mu życie. Pozwoliłem, aby służył nam za przewodnika. Głupcem byłem, ot co!
 +
<br/><br/>
 +
Tyle dobrze, że zabraliśmy samych ochotników. Do tuneli zeszła nasza trójka, sierżant Raynolds, Jurg oraz kilkoro Gwardzistów, niechaj Imperator zaopiekuje się ich duszami. Z początku wszystko szło dobrze – dopóki nie natrafiliśmy na kolejne wrota. I ślady rzezi. To tutaj coś pozabijało żołnierzy z grupy pościgowej. Istoty, które tego dokonały musiały być obdarzone nadludzką siłą – wyrwane kończyny walały się w całym korytarzu. Nie odcięte, a właśnie oderwane od rozrzuconych tu i ówdzie korpusów. I jeszcze symbole… bluźniercze, wymalowane krwią i odchodami, zdobiące ściany i sklepienie, emanujące złą mocą znaki Pana Rozkładu. W tym że nie jesteśmy sami, zorientowaliśmy się dopiero gdy zginął pierwszy Gwardzista. Mutantów nie było wielu, ale zanim się z nimi uporaliśmy zdążyli nas nieco poharatać. Niestety w kilku z napastników Raynolds rozpoznał, z niemałym trudem trzeba przyznać, zaginionych członków swego oddziału.
 +
<br/><br/>
 +
Niecodzienne okoliczności wymagają niecodziennych środków. Korzystając z chwili wytchnienia wysłałem swe myśli w głąb korytarzy w poszukiwaniu kolejnych zagrożeń. Niestety, poza jedną istotą znajdującą się o kilka metrów od nas, nie byłem w stanie niczego wyczuć. Czy to skała, czy może symbole – coś blokowało moje zdolności. Ach, istota… Okazało się, że był to jeden z buntowników. Jakimś cudem ocalał z potyczki z Gwardzistami a następnie orgii obżarstwa jaką sobie urządziły mutanty, dzięki czemu dowiedzieliśmy się co tutaj zaszło. Tak jak podejrzewaliśmy, ucieczka w tunele była jedynie manewrem mającym na celu sprowokowanie pościgu. Część górników należała do tajnego stowarzyszenia zwanego Bractwem Zagłady i to oni byli prowodyrami buntu – reszta nie miała innego wyjścia niż przyłączenie się i nadzieja na szybką śmierć. Faktycznie, chyba wszystko było lepsze niż nędzna wegetacja na którą byli tu skazani. W każdym razie, ci z Bractwa zaczęli się zmieniać. W końcu przeistoczyli się w istoty, które nas zaatakowały. Tym co ich odróżniało od zwykłych górników był tatuaż na karku… Informacja z której znaczenia nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy.
 +
<br/><br/>
 +
Nie wiem jak innym, ale mi z każdym kolejnym krokiem coraz mocniej zbierało się na wymioty. Całe te korytarze przesiąknięte były aurą jednej z Niszczycielskich Potęg, w dodatku cały czas zbliżaliśmy się do epicentrum. Jeszcze dwa razy przyszło nam się zmierzyć z mutantami. Nikt nie zauważył kiedy odłączył się od nas Jurg, oby jego dusza cierpiała wieczne męki. Kolejni Gwardziści padli. Pamiętam młoda dziewczynę z Dzikiego Świata, która nie mogąc dalej iść postanowiła zatrzymać krążące wokół nas plugastwo. I jeszcze dzieciaka, dla którego była to pierwsza misja. W pewnym momencie po prostu padł na ziemię i zaczął się przeistaczać. Raynolds skrócił jego męki. I stanęliśmy u celu.
 +
<br/><br/>
 +
Pierwsza była znajoma fioletowo – zgniłozielona poświata bijąca zza załomu. Mrowienie na opuszkach palców i ten posmak na języku, który tak dobrze znamy. Część odpowiedzi wskoczyła na swoje miejsca – ktoś umieścił w tych korytarzach skrystalizowany fragment czystego Chaosu. To stąd brały początek mutacje górników i Gwardzistów. Trzeba było zniszczyć to miejsce – jak najszybciej! Każda chwila spędzona w pobliżu tego czegoś groziła straszliwymi konsekwencjami! I wtedy zobaczyliśmy jego… Jurg unisił się tam, teraz w swej prawdziwej formie. Wykrzywiony w parodii uśmiechu, z robactwem wijącym się wokół rąk. To on stał za wszystkim co się wydarzyło w tych tunelach. Aura fragmentu Spaczni nie dość że wzmacniała jego moc, to jeszcze doskonale maskowała samą jego obecność. Na szczęście sierżant i Kalta zareagowali odruchowo – dwie wiązki granatów poszybowały łukiem w stronę czarnoksiężnika. Ledwie wpadliśmy w główny korytarz, całym systemem tuneli zatrzęsły eksplozje. To było jak głęboki oddech po długim nurkowaniu. Do tego momentu nie zdawałem sobie sprawy jak głęboko oddziaływał na nas ten kawałek Spaczni. Tak jakbym, w momencie kiedy zniknęła obecność Chaosu, nagle odzyskał dostęp do swych zmysłów. Zdążyłem jeszcze wyczuć niedalekie zawirowanie na powierzchni Immaterium – Jurg zdołał teleportować się w bezpieczne miejsce.
 +
<br/><br/>
 +
''I to w zasadzie był koniec – przynajmniej w Gorgonid. Bo, o czym opowiem ci niebawem, efekty mojej litości sprowadziły na tę planetę prawdziwe piekło.''
 +
</p>

Wersja z 23:33, 22 cze 2011

Osobiste
Przestrzenie nazw
Warianty
Działania
Nawigacja
Narzędzia