Zagubiony Ładunek
Z Grim Omen
dla
Zagubiony Ładunek
Skocz do:
nawigacji
,
wyszukiwania
[[Kategoria:Przygoda]] {{Wydarzenie Infobox |name=Cienie nad Iocanthos |date=? |imperialdate=? |planet=Iocanthos |place=Port Suffering / Złe ziemie |scenario=Zagubiony Ładunek }} == Podsumowanie == == Raporty == == Ze wspomnień Castusa == <p align="justify" style="text-indent: 30pt;width: 90%;"> Ustalmy jedno – nie wierzę w przeznaczenie i na chwilę obecną to co robię wydaje mi się nieco bezsensowne. Jednakże wydarzenia ostatnich miesięcy zachwiały nieco moją pewnością, poza tym – co mi szkodzi. Jeśli moje obawy się spełnią, przynajmniej będzie szansa na to że dowiesz się kim tak naprawdę jesteśmy. Tu i teraz – nazywam się Castus. I, jeśli przeznaczenie istnieje, jestem tobą. Moja pamięć, podobnie jak twoja, została wymazana i zaczyna się jakieś pięć lat temu na pokładzie Czarnego Statku. Nie znam powodów tego zabiegu, jednakże, z tego co wiem na chwilę obecną, nie miało to związku z żadnymi zakazanymi działaniami. Jeśli zechcesz kontynuować moje poszukiwania prawdy, przyda ci się kilka wskazówek… coś o czym mogłem pomyśleć zawczasu, aby ułatwić sobie obecne zadanie, ale jak widać paranoja dawnego mnie nie sięgała tak głęboko. </p> <p align="justify" style="text-indent: 30pt;width: 90%;"> Znaczenie wielu dotychczasowych wydarzeń wciąż jest dla mnie niejasne, ale liczę że właściwa perspektywa przyjdzie z czasem. Dlatego, jeśli to ma się powieść, musisz poznać całą historię. A ta zaczyna się wraz z przydzieleniem mnie inkwizytorowi Zarkovowi Venrisowi i zadaniem na planecie Iocanthos. Tam, w dziurze zwanej Port Suffering, po raz pierwszy spotkałem Zabójczynię Kaltę Ishtę oraz Siostrę Czarnego Kielicha – Flavię Nihillę. Mam nadzieję że jeszcze żyją. Szczegóły misji znała Kalta, występująca wówczas jako wysłanniczka Adeptus Mechanicus. Chodziło o odnalezienie i przejęcie (a jeśli nie będzie to możliwe - zniszczenie) ładunku skradzionego z jednego z laboratoriów. Z perspektywy czasu wiem, że nikt nie pokładał w nas zbyt wiele nadziei. Byliśmy bandą nowicjuszy wysłanych na zadupie. Tak czy inaczej – jakimś cudem udało się nam podjąć trop.<br/> Współpraca z miejscowymi Arbites oraz krótkie śledztwo w kapitanacie portu kosmicznego (wciąż jedynego na planecie?) doprowadziły nas do Scarlet Shiv, szefowej tamtejszego półświatka. Udaliśmy się zatem do jedynej speluny w okolicy w celu przesłuchania jej… co okazało się zadaniem nieco trudniejszym niż sądziliśmy. Przede wszystkim rzeczona okazała się dwumetrowym, stupięćdziesięciokilowym babsztylem którego matka zdecydowanie za często włóczyła się sama wśród Ogrynów. Tak czy inaczej, podzieliliśmy się zadaniami i ruszyliśmy „zasięgać języka”. Flavia wystartowała do Brutisa, ex-gwardzisty i właściciela przybytku. Kalta przepytała miejscowych roboli. Ja zaś nadzorowałem całą akcję. Nigdy, NIGDY, nie próbuj miejscowego specjału. Chociaż wraz z przeniesieniem knajpy może coś się zmieniło… ale nie uprzedzajmy faktów. Z tego co dziewczyny się dowiedziały wyszło, że lokalny koloryt brał udział w przeładunku kilku skrzyń z oznaczeniami Mechanicus. Statek który je przywiózł nosił oznaczenia Domu Machenko, zaś magazyn przejściowy był własnością Scarlet. Cóż, nie zostawiało nam to zbyt wielkiego pola manewru. Na szczęście sama zainteresowana nie miała zbyt wielu oporów przed zdradzeniem lokalizacji ładunku. Panika którą udało mi się przypadkiem wywołać ujawnieniem swej mocy (dosłownie zabijali się żeby być jak najdalej ode mnie!) przekonała ją, że prościej będzie z nami współpracować niż tuszować nasze zniknięcie. Niestety część ładunku zdążyła już zmienić właściciela, ale to zostawiliśmy na później. W samym magazynie, przy niewielkiej pomocy Arbites, odzyskaliśmy trzy z czterech skrzyń. I, na Złoty Tron, dobrze że zdecydowaliśmy je otworzyć. W środku znajdowały się biokomory z jakimiś larwami – teraz już wiem, że były to młode z rasy Tyranidów. Do teraz nie wiem w jaki sposób Mechanicus weszli w ich posiadanie, liczę jednak że kiedyś i tę tajemnicę uda się rozwikłać. Wtedy również usłyszeliśmy po raz pierwszy o AM-13 – prawdopodobnie renegackim Kapłanie Maszyn, którego znakiem rozpoznawczym jest osiem mechanicznych macek wyrastających z pleców. Prawdopodobnie agencie Domu Bestii (czym by on nie był). Prawdopodobnie agencie Domu Machenko. Cóż, w tym momencie zdecydowanie więcej mamy pytań niż odpowiedzi. Być może przyszłość, o ile jakakolwiek nastąpi, przyniesie jakieś zmiany w tej materii. W każdym razie – zniszczyliśmy odzyskany ładunek i ruszyliśmy w pościg za ostatnią skrzynią. Tutaj okazała się pomocna gubernator (obecnie była) Iocanthos, Sabetha Koslov. Zaopatrzyła nas w zapasy, radio dalekiego zasięgu i cywilną Chimerę wraz z kierowcą. Ruszyliśmy w pościg za karawaną wiozącą skradzioną biokomorę.</p> <p align="justify" style="text-indent: 30pt;width: 90%;">Drogi opisywał nie będę, bo i nie ma to sensu. Brud, piach, gorąco, piach, syf, wertepy, piach, gorąco… i wszechobecny piach. Po tygodniu dotarliśmy do pogórza i pierwszych prawdziwych drzew. To właśnie tam natknęliśmy się na wioskę. Właśnie sobie uświadomiłem, że nawet nie wiem jak ona się nazywała. Ot, kolejny pryszcz na dupie Imperium. Co jednak istotne – tam po raz pierwszy miałem przebłysk naszej przeszłości – mostek jakiegoś okrętu, wraz z nami Mroczne Anioły. Pojawiła się też wizja ślepych kruków, prawdopodobnie spowodowana zmarszczkami na powierzchni Immaterium. Gdybym wtedy wiedział to co teraz, być może zwrócił bym uwagę na to oczywiste ostrzeżenie. Niewiele by to co prawda zmieniło, ale… Ech, kończąc dygresję – co odróżniało ten konkretny pryszcz od innych, które odwiedziliśmy przez te wszystkie lata to obecność otwartej biokomory oraz ciała. Rozczłonkowane, wybebeszone, rozwłóczone po całej okolicy. Dziewczyny naprawdę ciężko to przeżyły, chociaż i dla mnie widok nie był najprzyjemniejszy. Może właśnie szok spowodował że nie zauważyliśmy najważniejszego – ciał było za mało. Co zresztą wyszło na jaw wraz z nastaniem zmroku. Wtedy właśnie pojawiły się te… istoty. Zmutowane, cholernie wytrzymałe, powolne ale zdeterminowane. Okazało się jednak, że dziewczyny całkiem sprawnie radzą sobie z bronią – na tyle, żeby urządzić tam małą rzeź. Nie doceniliśmy jednak przeciwnika. Uśpił naszą czujność, zmęczył… a potem odpuścił – tylko pozornie, aby zaatakować w momencie kiedy nadzieja na przeżycie tej cholernej nocy zaczęła kiełkować. Pierwszy atak zniszczył nasz pojazd i poważnie poharatał kierowcę – po spotkaniu z mutantami i tak będącego w stanie psychicznej zapaści. Istota z całą pewnością była Obcym. Jeśli miałbym teraz zgadywać, powiedziałbym że Genokradem. Okaleczonym, noszącym ślady licznych eksperymentów… naprawdę mocno wkurzonym. Streszczając – ubiliśmy go. Ja prawie przypłaciłem to ręką, Flavii pokiereszował nogę. Po wszystkim zawlekliśmy zewłok na środek wioski i spaliliśmy. A dalej już klasycznie – przybyła jak zwykle spóźniona kawaleria, przebadali nas, poskładali do kupy, kazali o wszystkim zapomnieć. O ile wiem jeszcze przez miesiąc Siostry wypalały okolicę żeby uzyskać pewność że nic nie przeżyło. Jakiś czas później Venris wezwał nas do siebie i zakomunikował utworzenie z nas nowej komórki współpracowników Inkwizycji. Ha, jeśli moje obawy się sprawdziły to nie pamiętam już miny Flavii dowiadującej się że ma pracować z paskudnym mutantem. Szkoda trochę. Tak czy inaczej, kolejna misja którą otrzymaliśmy zawiodła nas na Sepheris Secundus do kopalni Gorgonid, niechaj Imperator zmiłuje się nad wszystkimi którzy wtedy tam pracowali.</p> Ale to przypomnę nam jutro.
Szablon:Wydarzenie Infobox
(
tekst źródłowy
)
Szablon:Wydarzenie infobox
(
tekst źródłowy
)
Wróć do strony
Zagubiony Ładunek
.
Osobiste
Zaloguj się
Przestrzenie nazw
Strona
Dyskusja
Warianty
Widok
Czytaj
Tekst źródłowy
Wyświetl historię
Działania
Szukaj
Nawigacja
Strona główna
Portal społeczności
Bieżące wydarzenia
Ostatnie zmiany
Losowa strona
Pomoc
Narzędzia
Linkujące
Zmiany w dolinkowanych
Strony specjalne